Pni obgryzacze, czyli opowieść o jeleniu Ogrodniku

Nie dziwmy się, że zimą cała masa zwierzaków ciągnie do naszych ogródków. Akurat właśnie w nich można znaleźć całkiem dobre jedzonko.


Jeśli chodzi o ptaki, które zjadają resztki owoców z krzewów i drzew, nie ma kłopotu. To mile widziani goście, których nawet chętnie dokarmiamy. Gorzej, gdy do ogrodu "wpadnie" coś większego, co poczyni w naszym wypieszczonym zakątku prawdziwe spustoszenia.

Pewien mój znajomy opowiadał mi o jeleniu, którego nazwano Ogrodnik. Imię było odpowiednie, bo Ogrodnik przeskakiwał przez płoty i ze smakiem wcinał pędy oraz korę owocowych drzewek. Nic w tym dziwnego, bo to bardzo apetyczna i pożywna zimowa dieta nie tylko dla jeleni, ale i dla łosi, żubrów oraz zajęcy. Fachowo takie objadanie kory nazywa się "spałowanie". Drzewo spałowane na ogół wiosną schnie. Taka pozbawiona pędów młoda jabłonka bardziej przypomina bonsai niźli drzewo owocowe - wystarczy przypatrzeć się dzikim jabłonkom na skrajach wsi i lasów. Na szczęście większości właścicieli ogrodów nie grozi ani wizyta łosia, ani żubra, ani nawet jelenia. Co najwyżej zająca. Nie mieszkacie w Puszczy Białowieskiej tak jak ja i wam do ogrodu nie wpakuje się żubr lub dwa, a ja akurat taką przygodę miałem zimą zeszłego roku. Żubr na szczęście nic nie zrobił moim świeżo posadzonym jabłonkom, bo go szybko przepłoszyłem, a w tym roku raczej mnie już nie odwiedzi, bo się szczelnie ogrodziłem {TZN...}. I właśnie dobre, szczelne ogrodzenie jest najlepszym sposobem na uniknięcie wizyty wszelkich zwierzaków objadających korę.

A co robić, gdy takiego ogrodzenia z jakichś powodów nie ma? Podobno można stosować różne chemikalia, które skutecznie zniesmaczają podjadanie drzewek. Dość często smaruje się nimi młode egzemplarze w lasach, więc zapewne najbliższe nadleśnictwo poradzi państwu, co i czym smarować. U miejscowych ogrodników tu, w Puszczy Białowieskiej, podpatrzyłem jednak znacznie prostszą metodę - otóż młode drzewka owocowe owijają oni folią. Niezbyt ściśle, żeby się nie zaparzyły i tak by folia szeleściła. Podobno od takiego zafoliowanego drzewka stroni każdy zwierz - od żubra po zająca.

Z zimowych gości tu, w puszczy, ogród odwiedzają także dziki. Potrafią one zryć go tak, że wygląda potem, jakby szalał po nim jakiś wariat z łopatą. Wyrównać coś takiego wiosną jest naprawdę trudno. Ale sprytni mieszkańcy puszczy wymyślili również sposób na dziki - to zafladrowywanie. Zastanawiacie się, o co chodzi. Otóż "fladra" to sznur z przyszytymi co kilkanaście centymetrów, długimi na metr, kawałkami materiału. Kolor dowolny, ale najlepiej odstrasza czerwony, żółty i pomarańczowy. Kiedyś fladry stosowało się do polowania na wilki. Otaczało się nimi watahę i biedne stado było jak w klatce, bo bało się zbliżyć do powiewających barwnych szmatek. Odkąd wilki są pod ochroną, ludzie z puszczy używają fladr do zabezpieczania upraw przed dzikami i jeleniami.

Zauważyłem, że jest praktykowany również inny sposób - niektórzy gospodarze wieszają na patykach puszki, które dzwonią na wietrze i w ten sposób odstraszają nieproszonych gości. Niestety, nie wiadomo, czy i wtedy gdy nie ma wiatru, zwierzaki trzymają się z dala od naszych jabłonek.

Więcej o: