Żmija w ogrodzie, czyli bezsilny felieton

Bardzo lubię, gdy w moim ogrodzie na kamieniach i kłodach wygrzewają się zaskrońce i jaszczurki. Bo ja, na szczęście, nie mam tego problemu, co niektórzy z Czytelników, którym w ogrodach wygrzewają się... żmije.




Jak zapewne wszyscy wiedzą, jedynym naszym jadowitym gadem jest żmija zygzakowata. Rozpoznać ją można po sercowatej główce, pionowych źrenicach i zygzaku na grzbiecie. Ta ostatnia cecha jest widoczna u odmiany brązowej oraz szarej. Zdarza się również odmiana czarna tego węża, u której zygzak jest niemal niewidoczny. Nie są to niebezpieczne i agresywne gady. Gdy je spotkamy w lesie, zwykle same odpełzają, nie czyniąc nam żadnej krzywdy. Wystarczy, że na nie nie nadeptujemy, nie drażnimy ich i możemy być spokojni. Żmii jad potrzebny jest do polowania - do obrony stosuje go rzadko, gdy jest "przyparta do muru". Tak jest oczywiście w lesie.

Gorzej, gdy te zwierzęta zamieszkają w naszym ogrodzie. Na wycieczce w lesie można uważać pod nogi, ale co to za ogród, w którym co chwila trzeba zerkać, czy się czegoś nie nadeptuje, albo łazić po nim w kaloszach? Dostałem kilka listów od Czytelników, którzy - niestety - mają żmije za współmieszkańców ogrodów. W jednym wypadku nawet doszło do pokąsania psa. Zrozpaczeni właściciele pytali, co robić. Zrezygnować z wychodzenia do ogrodu i zostawiania w nim psów, o dzieciach już nie wspominając?

Otóż jest na to rada, ale niestety, tylko połowiczna. Należy zacząć od usunięcia z ogrodu wszelkich stert kamieni czy drzewa - jednym słowem wszystkiego, co leży na ziemi i co może posłużyć żmii za kryjówkę. Trzeba również zrezygnować z niskopiennej roślinności tworzącej różnego rodzaju gęstwiny - bo to też żmije lubią.

No tak, powiecie Państwo, ale my akurat uwielbiamy takie tajemnicze, dzikie, zapuszczone ogrody, bo poza żmijami mieszka w nich cała masa niegroźnych zwierząt. Odpowiadam: cóż...

Co jeszcze można zrobić, by nie mieszkać ze żmijami? Można przy ogrodzeniu postawić barierkę z czegoś śliskiego, na przykład z brezentu - wystarczy lekko ją wkopać na wysokość 20-30 cm. Ten wąż słabo się wspina, a na dodatek jest dość leniwy i takiej przeszkody nie sforsuje nigdy. Barierkę oczywiście trzeba co jakiś czas kontrolować, czy nie powstały gdzieś załamania albo czy nie położyły się na niej rośliny.

No dobrze, tu zaczyna się kolejny kłopot. Bo barierkę można zastosować tylko wtedy, gdy wiemy, że mieszkamy na żmijowym terenie, a gadów w ogrodzie jeszcze nie ma. Jeżeli żmije już są, to barierka na nic, dopóki nie wyniesiemy ich z ogrodu. O zabijaniu proszę nawet nie myśleć, bo to zwierzęta chronione i niezwykle pożyteczne.

Nie polecam nikomu łapania żmij, bo można narazić się na pokąsanie. W wielu krajach europejskich istnieje coś w rodzaju żmijowego pogotowia, które za drobną opłatą gady te wynosi z posiadłości. U nas, niestety, nic takiego nie ma. Co najwyżej możemy o pomoc błagać wojewódzkiego konserwatora ochrony przyrody lub kogoś z najbliższego ogrodu zoologicznego, kto zna się na gadach, albo czekać na to, aż wreszcie takie instytucje powstaną, i patrzeć pod nogi, gdy wychodzimy do ogrodu.

Niestety, innych sposobów na obrzydzenie żmijom mieszkania z nami na razie nie ma. I stąd ta tytułowa bezsilność tego felietonu.

A na koniec warto pamiętać:

- Jad żmii nie jest śmiertelnym zagrożeniem dla dorosłych, jeżeli nie są alergikami lub osobami chorymi na serce, mimo to każda ukąszona osoba powinna udać się do lekarza, gdzie dostanie surowicę.

- Powyżej ukąszenia należy założyć elastyczną opaskę uciskową.

- Nie wolno jadu wysysać ustami. Za to polecane jest usuwanie go za pomocą jakiegokolwiek przedmiotu przypominającego bańkę lekarską.



Więcej o: