Kosa, trawa i żaba, czyli przepis na koszenie wg Wajraka

Koszenie to zajęcie dla prawdziwego mężczyzny. A już absolutnym ekologicznym szpanem jest posługiwanie się prawdziwą kosą.
Ponieważ w sierpniu w naszych ogrodach nie dzieje się zbyt wiele ciekawych rzeczy (dla przyrodnika, rzecz jasna), napiszę więc o problemie dotyczącym każdego ogrodnika, czyli o koszeniu trawy. Można to robić na dwa sposoby: przyjazny dla przyrody i nie.

Sierpień to bardzo dobry czas na rozważania o koszeniu. Po pierwsze trwają żniwa, a po drugie na łąkach kosi się trawę (to tzw. drugi pokos). No i niestety w większości łąki koszone są czymś, co nazywa się kosiarką rotacyjną. To machina straszna, wyposażona w dwa superostre talerze, które koszą wszystko na swej drodze. Zwierzęta, niestety, też. Niemieccy badacze obliczyli, że po przejściu takiej kosiarki ginie lub zostaje okaleczonych aż 34 proc. żab i ropuch mieszkających na danym terenie. To prawdziwa ekologiczna hekatomba.

Na szczęście w ogrodzie nie używa się kosiarki rotacyjnej, tylko zwykłej. Problem w tym, że ona też potrafi zabijać. Giną ropuchy i żaby, ślimaki i cała masa owadów. Czy to jednak oznacza, że mamy zrezygnować z maszyn, które tak pięknie strzygą nam trawniki? Otóż nie, wystarczy po prostu robić to z głową.

Po pierwsze zastanówmy się, czy koniecznie musimy mieć trawę o wysokości paru centymetrów, jak na jakimś piłkarskim boisku. Może fajniej wyglądałaby trawa nieco wyższa. Ja ustawiam sobie kosiarkę na najwyższą wysokość koszenia i trawkę mam całkiem ładną. A przy okazji - nie zabijam ropuch. Te stateczne płazy mają to do siebie, że zauważyć je bardzo trudno, a lubią siedzieć sobie właśnie w wysokiej trawie. Koszenie kosiarką, która ustawiona jest dość wysoko w większości wypadków pozwala ropusze uniknąć utraty głowy lub zdarcia skóry z pleców. Kilka razy nad taką przejechałem. Uratowała się, bo jako zwierzę niezwykle przezorne przylgnęła do ziemi. Gdyby noże kosiarki obracałyby się niżej, to rozpłaszczenie się niewiele by jej pomogło.

Najlepiej jednak unikać takich sytuacji i skłonić po prostu ropuchy i żaby do opuszczenia zagrożonej strefy. Oczywiście - będą wędrować tam, gdzie rośnie wysoka trawa i dlatego tak ważny jest kierunek koszenia trawnika. Możemy kosić pasami, ale bardzo powoli, możemy kosić od środka na zewnątrz, ale nigdy nie kośmy z zewnątrz do środka, bo w ten sposób pędzimy płazy do pułapki. Pamiętajmy też, by naszym żabom i ropuchom zostawić jakieś nieskoszone skrawki, gdzie mogły by się schronić. Ot, kawałek pod płotem, gdzieś w mało eksponowanym miejscu.

Prawdziwym ekologicznym szpanem jest jednak koszenie kosą. Wszelkie badania potwierdzają, że ginie przy tym naprawdę mało zwierzaków. Koszenie kosą to również znakomita zabawa i fizyczne ćwiczenie. Wiem, co piszę, bo nauczyłem się kosić (co wcale nie jest łatwe) wprawiając w osłupienie i zachwyt moich znajomych z Holandii i Wielkiej Brytanii, gdzie opowieści o koszeniu kosą należą do legend z dawnych czasów. Niestety, ten sposób też ma swoje felery. Dobrą kosę trudno kupić, trzeba ją też umieć wyklepać i naostrzyć, a to już nawet na wsiach mało kto potrafi. Ale jeżeli mamy kogoś, kto może nam przysposobić małą ogrodową kosę, to porzućmy wszelkie kosiarki. Kosa jest milion razy fajniejsza.

Więcej o: