Antonówki, szare renety, czyli niech żyją "stare" babcine jabłka

Wytnij pan ten sad i posadź pan jakieś ludzkie drzewka! Po co trzymać te starocie, takie wielkie... - mawiał mi mój sąsiad, który jest zapalonym ogrodnikiem i ma drzewka owocowe, które są wysokości człowieka. - Co pan, musimy ratować nasze stare odmiany - odpowiadam na to niezmiennie.
Od paru lat jestem właścicielem maleńkiego starego wiejskiego sadu. Rosną w nim dzikie grusze i piękne stare jabłonie. Te ostatnie owocują zwykle co dwa lata. Ale za to jak!!! To jest dywan pysznych jabłek. Każde drzewo wydaje owoce o niepowtarzalnym smaku i aromacie. Dlatego co dwa lata nie kupuję żadnych jabłek. Zresztą, szczerze mówiąc, nie za bardzo przepadam za tymi kupnymi, bo wszystkie smakują, jakby były wyperfumowane. Dlatego za nic na świecie nie tknąłbym żadnego drzewa w moim sadzie. Jest też inny powód. W przeciwieństwie do innych ogrodów ten sad to wyspa życia. Sam doliczyłem się w nim przynajmniej sześciu gatunków ptaków zakładających tam gniazda, a tych, które do niego przylatują, by się pożywić (owadów jest cała masa), nie jestem w stanie zliczyć. Dzieje się tak dlatego, że tak wielkie owocowe drzewa to znakomite miejsce na założenie gniazda, a spękane pnie pełne różnych zakamarków to idealne miejsce do życia dla wielu gatunków owadów.

Niestety, mój sad ma około 50 lat i powoli dożywa swego wieku. Szczególnie dotyczy to jabłoni. Trzeba by dosadzać nowe drzewka. Tyle że wszędzie można kupić tylko te nowoczesne, a ja ich nie chcę. Na razie więc posadziłem sobie trochę dzikich jabłoni - takich samych jak sadzą leśnicy w lasach, by zwierzyna mogła się pożywić ich owocami. Ale to jest półśrodek, bo one nie będą miały takich pysznych owoców. Szczepić nie potrafię i zanim się nauczę, minie trochę czasu, a wyhodowanie drzewek z nasion to bardzo trudne zadanie. Co więc robić? Czasu nie ma wiele, a jesień to najlepsza pora na sadzenie drzewek. Zacząłem szperać w internecie. Okazało się, że po wpisaniu hasła "stare odmiany jabłoni" wyszukiwarka znalazła całkiem sporo stron. Dowiedziałem się m.in. że:

- są o wiele odporniejsze na szkodniki i choroby (rzeczywiście, mój sąsiad pryska swoje drzewka, a ja nie robię nic, a i tak mam masę jabłek),

- są zwykle odporne na mrozy,

- po dwóch, trzech latach w ogóle nie trzeba się nimi zajmować i formować ich koron,

- dzięki temu, że żyją od 40 do 60 lat, będziemy się cieszyć dłużej owocami.

Są jednak i wady. Stare odmiany owocują trochę później i na pierwsze owoce musimy poczekać od czterech do siedmiu lat. Zwykle są to bardzo duże drzewa - co mają zrobić właściciele niewielkich działeczek? Ale i na to jest sposób. Zamiast wielu drzewek możemy sobie zasadzić jedno - wieloodmianowe - odpoczywać w jego cieniu i pojadać jabłka o różnych smakach. Okazuje się, że właściciele szkółek sadowniczych dostrzegli nadchodzącą modę i u niektórych z nich już można dostać stare odmiany.

Tak więc, proszę państwa, do dzieła! Porzućmy te obce nam dziwaczne odmiany i postarajmy się, aby w naszych sadach na powrót pojawiły się najprawdziwsze antonówki, szare i złote renety czy kosztele. Przy okazji poczujemy smak dzieciństwa, bo właśnie takimi jabłkami karmiły nas babcie.

Więcej o: