Drozd, czyli jak poradzić sobie z pisklakiem?

Minął czerwiec - miesiąc, w którym mieliśmy największą szansę trafić w naszym ogrodzie na młode ptaki. Czy nie pochylaliśmy się wtedy nad pisklakami, z troską zastanawiając się jak im pomóc?
Co roku w sprawie różnych przygarniętych ptaszków odbieram wiele telefonów. Ponieważ wiele takich ptaszków jest znajdowanych w ogrodach, łamy "Ogrodów" są świetnym miejscem, by wyjaśnić problem ptasich "sierot". Specjalnie napisałem sierot w cudzysłowie, bo w wielu wypadkach to nie są sieroty, tylko nam, ludziom, tak się wydaje. Ot, weźmy na przykład drozdy. Otóż ich młode w wielu wypadkach opuszczają gniazdo, gdy jeszcze... nie potrafią dobrze latać. Skaczą sobie takie maluchy gdzieś po trawniku i rozdziawiają wielkie dzioby. No i jak się tu takim nie zaopiekować? Tymczasem taki pisklak, a właściwie podlot, jest pod stałą opieką rodziców. Wprawny obserwator, który na chwilę się oddali i poobserwuje malucha z pewnej odległości, na pewno zobaczy rodziców, którzy co jakiś czas przylatują go karmić. A gdy będziemy się do takiego młodego drozda zbliżać, na pewno usłyszymy nerwowe głosy jego mamy i taty.

Jednak nie wszyscy ptasi rodzice reagują tak jak drozdy. Sroki, kawki, wrony - tak, ale już na przykład muchołówki szare nie, a przynajmniej nie będzie to tak wyraźne jak u wcześniej wymienionych gatunków. Ptaki uważają nas za potencjalnego drapieżnika i jedne próbują młodego bronić, inne wolą nic nie robić, a nawet (sic!) poświęcić jedno młode, by nie zdradzić miejsc, gdzie siedzą sobie inne. Najlepiej zatem w wypadku młodych muchołówek, sikor, a także sów, które znajdziemy w naszym ogrodzie, nie interweniować. Wiem, że szczególnie sowy, które wyglądają w swym puchu jak maskotki, nam - ludziom - zmiękczają serce, ale w 99 proc. nasza pomoc nie jest im potrzebna, a wszelkie przemieszczanie ich czy branie do domu może im tylko zaszkodzić. Warto nie ulegać emocjom i pozostać obserwatorem.

Zdarzają się jednak wypadki, gdy młody ptak potrzebuje pomocy. Na przykład wtedy, gdy po burzy i silnym wietrze spadło gniazdo, a maluchy są rzeczywiście nieporadne. Takiego ptaszka przede wszystkim umieszczamy w ciepłym miejscu, tak by się nie wychłodził. Pipetą należy mu podać kilka kropel wody, bo wiele pisklaków jest odwodnionych. Gdy otworzy dziób, spróbujmy go nakarmić. W większości wypadków - poza sowami i ptakami drapieżnymi oraz bocianami - nasze ptaki karmią młode owadami. Trudno takie maleństwo, które jest dość żarłoczne, wykarmić muchami złapanymi w domu. To może być tylko dodatek. Dobrym pokarmem na sam początek jest świeży biały ser nieco wzbogacony glukozą w proszku lub gotowane na twardo jajko (które należy podać w stosunku: jedna porcja żółtka na dwie-trzy porcje białka).

Wychowanie pisklaka w domu nie jest sprawą łatwą, najlepiej jest się więc jak najszybciej skontaktować z najbliższym ogrodem zoologicznym. Jeżeli sam ogród nie prowadzi odpowiedniego centrum rehabilitacji, to z pewnością jego pracownicy wiedzą, gdzie się takie znajduje.

Więcej o: