PRZEBUDOWA PRL-owskiej "KOSTKI"

Za czasów PRL-u osiedla domów jednorodzinnych stanowiły oazę luksusu wśród bloków z wielkiej płyty. Dzisiaj siermiężność tamtej architektury już nie zachwyca. Ale zmiany następują z dnia na dzień. Właściciele prezentowanego domu wprowadzili tu nową jakość, a za nimi z pewnością pójdą inni.
Pan Andrzej doskonale zna okolicę, w której wspólnie z żoną Kamilą niedawno wzniósł rodzinną siedzibę. Spędził tu, w domu rodziców, dzieciństwo i młodość. Wiedział, że ta cicha dzielnica Warszawy zapewni również jego rodzinie wygodne i spokojne życie. Dom przeznaczony do remontu Po miesiącach cierpliwych poszukiwań udało im się kupić stary, zniszczony dwukondygnacyjny dom w kształcie kostki, o powierzchni 180 m2, stojący na dość dużej posesji, na końcu ślepej i cichej uliczki. Budynek był mieszaniną wad i zalet. Wzniesiono go w latach 1976-78, oczywiście z ówczesnych materiałów i według obowiązujących wtedy, często absurdalnych, przepisów.

Za zaletę właściciele uznali lokalizację, a także dostęp do wszystkich mediów (elektryczności, gazu ziemnego, wodociągu i kanalizacji). Głównym mankamentem było to, że pierwsza mieszkalna kondygnacja znajdowała się nad wyniesioną ponad powierzchnię gruntu sutereną z pomieszczeniami gospodarczymi. To właśnie z tego powodu, aby się dostać do głównego wejścia do budynku, trzeba było wchodzić po wysokich, wąskich schodach. Na dodatek piwnice - ze względu na niedostateczną izolację i wysoki poziom wód gruntowych w tej okolicy - były zawilgocone. By można było tu zamieszkać, trzeba było przeprowadzić poważny remont domu.

dzielnica Warszawy zapewni również jego rodzinie wygodne i spokojne życie. Dom przeznaczony do remontu Po miesiącach cierpliwych poszukiwań udało im się kupić stary, zniszczony dwukondygnacyjny dom w kształcie kostki, o powierzchni 180 m2, stojący na dość dużej posesji, na końcu ślepej i cichej uliczki. Budynek był mieszaniną wad i zalet. Wzniesiono go w latach 1976-78, oczywiście z ówczesnych materiałów i według obowiązujących wtedy, często absurdalnych, przepisów.

Za zaletę właściciele uznali lokalizację, a także dostęp do wszystkich mediów (elektryczności, gazu ziemnego, wodociągu i kanalizacji). Głównym mankamentem było to, że pierwsza mieszkalna kondygnacja znajdowała się nad wyniesioną ponad powierzchnię gruntu sutereną z pomieszczeniami gospodarczymi. To właśnie z tego powodu, aby się dostać do głównego wejścia do budynku, trzeba było wchodzić po wysokich, wąskich schodach. Na dodatek piwnice - ze względu na niedostateczną izolację i wysoki poziom wód gruntowych w tej okolicy - były zawilgocone. By można było tu zamieszkać, trzeba było przeprowadzić poważny remont domu.

Trudne decyzje "Komunistyczna" forma budynku z wysoką antresolą nie podobała się nowym właścicielom. Pan Andrzej, z zawodu inżynier, długo i skrupulatnie omawiał z fachowcami różne warianty modernizacji. Rozważano każdą możliwość i każdy pomysł. Podjęto kilka prób zaprojektowania nowego układu budynku, ale w końcu zapadła radykalna decyzja. - Po konsultacjach z przeróżnymi specjalistami zdecydowałem się rozebrać sporą część istniejącego domu, ponieważ remont i doprowadzenie całości do stanu odpowiadającego potrzebom rodziny byłyby nieopłacalne, trudne i długotrwałe - opowiada pan Andrzej. - Kilku fachowców namawiało mnie na całkowite wyburzenie budynku, ale tak radykalny krok wiązałby się z wieloma administracyjnymi formalnościami. Dlatego tę część, która mogła nam jeszcze dobrze służyć, postanowiłem starannie wyremontować i dobudować do niej niezbędne pomieszczenia.

Więcej o: