Nowoczesny dom w walijskiej stodole

Piękna kombinacja tradycyjnej architektury i nowoczesnych wnętrz zachwyca wszystkich, którzy zobaczą nowy zespół budynków, powstały dzięki odwadze i wyobraźni młodego brytyjskiego architekta.
Metryczka domu

Dom jednorodzinny w przebudowanej stodole w Brecon (Południowa Walia)

Autor projektu: architekt Sam Organ/Sustainable houses

Powierzchnia domu po przebudowie: 320 m2

Mieszkańcy: małżeństwo z synem

Budynki i widoki

Sam i Angie od rozpoczęcia studiów mieszkali i pracowali w Oxfordzie. Tam też, po zakończeniu nauki, znaleźli zatrudnienie. Nie planowali jakichś radykalnych zmian w swoim życiu do czasu, gdy przebywający dotąd na stałe we Francji rodzice Sama postanowili wrócić do kraju i osiedlili się w Walii.

Kiedyś, jadąc do nich w odwiedziny, nieco zboczyli z trasy, ponieważ Sam - młody architekt zafascynowany miejscową dawną architekturą - wypatrzył po drodze ogłoszenie z ofertą sprzedaży starych zabudowań gospodarczych. Wiedziony ciekawością, zapragnął obejrzeć oferowane na sprzedaż nieruchomości.

- To była miłość od pierwszego wejrzenia - mówi Sam. - Zachwyciły nas nie tylko stylowe budynki, ale też zapierające dech w piersiach widoki na rozciągającą się wokół dolinę.

Szybka życiowa decyzja

Sam, który pochodzi z rodziny architektów i deweloperów, poczuł, że oto nadszedł czas na własne przedsięwzięcie. Choć wraz z żoną nie dysponowali dostatecznie dużymi oszczędnościami, postanowili za wszelką cenę kupić gospodarstwo i rozpocząć pierwszą w życiu inwestycję budowlaną. Wiedzieli, że mogą liczyć nie tylko na swoje umiejętności i zapał, ale także na pomoc rodziców i brata - od lat zajmujących się podobną działalnością. Kiedy zyskali zainteresowanie i poparcie zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy, inwestycja szybko ruszyła.

- Postanowiłem skorzystać z szansy i samodzielnie wyremontować domy z przeznaczeniem na sprzedaż - opowiada z dumą młody właściciel.

Pierwsze trudności i sukcesy

Ostatecznie Sam postanowił wyremontować aż sześć starych budynków w nie najlepszym stanie, które wchodziły w skład nieruchomości. Ponieważ znajdowały się one pod opieką miejscowego konserwatora zabytków, na remont i modernizację każdego z nich należało uzyskać formalną zgodę.



Kiedy rozwiązano wszelkie problemy ze zdobyciem funduszy na kupno zabudowań i z rozpoczęciem inwestycji, trzeba było się porozumieć z urzędnikami, których głównym zadaniem jest ochrona regionalnego dziedzictwa architektonicznego. Problem polegał na tym, że Sam chciał umieścić w dawnej strukturze całkiem nowoczesne domy, wyposażone zgodnie ze wszystkimi współczesnymi standardami.

W końcu udało się przekonać przedstawicieli urzędu do pomysłów Sama.

Życie na budowie

Sam i Angie, aby uzyskać potrzebne środki finansowe, musieli sprzedać swoje dotychczasowe mieszkanie i zdecydowali się skorzystać z gościny rodziców, który zaoferowali im "darmowy najem" jednej z posiadanych nieruchomości.

Dla młodych inwestorów była to znacząca pomoc. I tak mieli na głowie sporo kłopotów z załatwianiem formalności, projektowaniem całej inwestycji i kontynuowaniem pracy zawodowej, z której bali się zrezygnować, nie mając dostatecznego zabezpieczenia finansowego. Na początku skupili się na remoncie domów przeznaczonych na sprzedaż, prace nad własnym domem odkładając na później.

Sam był na miejscu, kiedy tylko mógł. Mimo wielu trudności i stresów związanych z inwestycją, nieustannie zachwycał się okolicą i urodą starych konstrukcji. Jeden z budynków - dawna stodoła ulokowana w narożniku pomiędzy dwoma innymi zabudowaniami - miał nieco kłopotliwą lokalizację. Dlatego Sam początkowo zaplanował, że urządzi w nim dodatkowe miejsca garażowe dla mieszkańców osiedla. Z czasem jednak poczuł, że to właśnie tu - powinien powstać ich dom. Wraz z Angie zdecydowali się przebudować obiekt, podobnie jak pozostałe na osiedlu, na wygodną rodzinną siedzibę.

Następne decyzje szły lawinowo: postanowili bowiem jak najszybciej adaptować budynek na cele mieszkalne i przenieść się do niego, by stąd nadzorować przebieg prac. Wszystko działo się bardzo szybko i wkrótce inwestorzy zamieszkali niemal na placu budowy. Z jednej strony ułatwiło to życie Samowi, z drugiej - jak sami przyznają - zmusiło do zamieszkania w zupełnie spartańskich warunkach.

- To był dość trudny czas - przyznają dziś z uśmiechem, ale nie bez zadowolenia w głosie.

Tajemnice architektury budynku

Sam podkreśla, że jest szczególnie zadowolony z tego, że udało mu się wydobyć piękno starej stodoły i ocalić ją przed zniszczeniem. Drewniana dębowa konstrukcja podtrzymująca jej dach, została dokładnie odnowiona i zakonserwowana, a następnie wstawiono w nią nową strukturę, w której powstała obszerna mieszkalna część domu.

- Nie jest łatwo połączyć ze sobą przeszłość i teraźniejszość w jedną harmonijną całość - podkreśla Sam. - Cały czas bałem się, by nie stworzyć czegoś nieszczerego, sztucznego, pozbawionego wewnętrznej harmonii, i chyba mi się udało - mówi z uśmiechem.

Włożył w ten remont całą swoją wiedzę, wrażliwość architektoniczną i serce. Wymyślił rozwiązanie, w którym dawna konstrukcja - jak kiedyś - dźwiga dach zabudowań, zaś nowa część, w której znajdują się współczesne wnętrza mieszkalne, funkcjonuje częściowo osobno - niezależnie od niej.

Jego pomysłem jest wykorzystanie systemu odprowadzania wody opadowej nie przy pomocy tradycyjnie stosowanych rur spustowych, ale z zastosowaniem łańcuchów, po których woda jest odprowadzana od murów budynku. Sam opowiada, że podobne rozwiązania widywał często w dzieciństwie, gdy wraz z rodzicami mieszkał w Japonii (zdjęcie).

W kuchni, salonie i sypialniach

Wnętrza domu dzielą się na dwie główne przestrzenie funkcjonalne: dzienną - ogólnodostępną na dole i prywatną - na pierwszej kondygnacji.

- Korzystając z możliwości, jakie dawała konstrukcja budynku, zdecydowałem się jak najmniej ograniczać ścianami przestrzeń domu; dlatego w części ogólnodostępnej jedyne zamknięte ścianami przestrzenie to pomieszczenie gospodarcze, łazienka i biuro - reszta pozostała całkowicie otwarta - mówi architekt. Z jednej strony otwarta przestrzeń podkreśla dawną strukturę stodoły i piękno jej konstrukcji, z drugiej - spełnia funkcje integrujące, bo cała rodzina jest razem. To ważne, zwłaszcza we współczesnym, zagonionym świecie, gdy ludzie mają tak mało czasu, by móc być ze sobą.

- Urządzanie i planowanie wnętrz rozpoczęliśmy od dokładnego urządzenia kuchni - to jej projekt postanowiliśmy uczynić punktem wyjścia dla całej koncepcji wnętrza. Uznaliśmy, że to pomieszczenie jest ważne z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że stąd w moim przekonaniu promieniuje na wszystkie wnętrza ciepło rodzinnego domu, a po drugie - ze względu na jej otwarcie na salon - zależało nam na tym, by zachowując jej charakter, udało się ukryć przynajmniej część rozgardiaszu, jaki zawsze tworzy się w kuchni podczas przygotowywania posiłków. W rezultacie podzieliliśmy wnętrze na dwie przestrzenie funkcjonalne - tę widoczną, gdzie przygotowuje się i podaje posiłki, i drugą - możliwie najbardziej schowaną i dostępną tylko dla domowników - opowiada Sam. Strefa gotowania jest więc tak usytuowana, by w pracach mogły, przynajmniej częściowo, uczestniczyć wszystkie osoby przebywające w pokoju, natomiast brudne talerze i garnki mają swoje miejsce z dala od ich oczu.

Po zaplanowaniu kuchni, właściciele zabrali się za wykańczanie budynku. Postanowili wszystkie ściany w domu pomalować na biało.

- Biel na ścianach to najlepszy punkt wyjścia dla niemal każdej przestrzeni. Świeżość bieli nie tylko porządkuje wnętrze, ale też pomaga podkreślić oryginalność konstrukcji budynku. Stanowi także świetne tło dla wielu pięknych prac plastycznych i drobnych przedmiotów stanowiących wyposażenie wnętrz.

- Odkryłem, że walijska pogoda jest bardzo dynamiczna i szybko przechodzi z jednej skrajności w drugą
- dodaje architekt. - Biały kolor pięknie oddaje te zmiany aury i światła, mieniąc się subtelnymi odcieniami od beżu do smutnej szarości - opowiada.

Druga kondygnacja jest zdecydowanie bardziej kameralna niż przestrzeń parteru. Wszystkie pomieszczenia zostały od siebie oddzielone ścianami.

W pokoju sypialnym znajduje się długi ciąg szaf, który pozwala ukryć wszystkie ubrania. Szczególny efekt osiągnięto dzięki wykończeniu podłogi chłodnym odcieniem, który podkreśla ciepło drewnianej dębowej konstrukcji.

Tuż przy sypialni gości zaplanowano niewielkie atrium, które doświetla i urozmaica przestrzeń. Najmniejszy pokój na górze przeznaczono dla małego synka gospodarzy.

- Jeśli chodzi o wyposażenie wnętrz - nie jestem sroką, nie mam potrzeby gromadzenia atrakcyjnych przedmiotów, lubię jednak mieć na ścianach współczesną sztukę, a meble - eleganckie, wygodne i o dobrych proporcjach. Większość prac plastycznych, które zdobią nasz dom, otrzymaliśmy od mojego wujka Roberta Organa - znanego brytyjskiego artysty, więc mamy się czym pochwalić; uroku dodają wnętrzu również klasyczne krzesło Miesa Van Der Roche, lampy podłogowe z pracowni Achille Castiglione, a także ręcznie wykonane meble, w tym najcenniejszy - stół zaprojektowany specjalnie dla nas na Boże Narodzenie przez mojego ojca.

- Szczególnie zadowoleni jesteśmy z naszego wolno stojącego kominka, ulokowanego pomiędzy aneksem wypoczynkowym i jadalnią (zdjęcie). Zawieszony "w pół drogi", emituje ciepło na wszystkie strony domu i, jak prawdziwe ognisko, cementuje nie tylko wnętrza, ale i przebywających w nich ludzi. To niezwykłe urządzenie, które ociepla nasze wnętrza nie tylko pod względem temperatury, ale również symbolicznie
- podkreślają gospodarze.

Oszczędny ogród

Dom stoi w skromnym ogrodzie. Gospodarze świadomie starali się urządzić otoczenie domu możliwie jak najbardziej powściągliwie. Nie mają bowiem zbyt wiele czasu na opiekę nad roślinami. Ich ogród powstał z założenia, że zieleń powinna rosnąć sama i cieszyć oczy mieszkańców, nie zmuszając ich do ciężkiej pracy. Żwir i kamienne ściany (zdjęcie) dopełniają całości założenia.

- Spędzając czas w domu i ogrodzie, teraz, gdy minęło już trochę czasu od chwili przeprowadzki, zapomnieliśmy o wszystkich stresach towarzyszących naszej pierwszej samodzielnej inwestycji i mamy nadzieję, że innym nasz dom - z jego ciekawą przestrzenią, imponującą starą konstrukcją - podoba się równie bardzo, jak nam - podkreślają właściciele.

- W integracyjnym wnętrzu budynku, pełnym światła i przestrzeni, czujemy się wspaniale, podobnie jak w intymnym gronie niewielkiej społeczności, która powstała na naszym osiedlu. To świetne miejsce na relaks z rodziną i ucieczkę od zgiełku rutynowej pracy - mówi Angie.

- Jeśli mielibyśmy coś zmienić, to może sposób wykończenia podłóg, które są dość trudne w utrzymaniu, a do tego bardzo przenoszą dźwięki - dodaje Sam. - Czasem Angie przyłapuje mnie na rozmyślaniu nad jakąś alternatywną koncepcją na kształt okna lub sposobem jego wykończenia, albo nad inną formą którejś z szafek, ale taka jest natura mojej pracy. Zawsze będę coś poprawiał i szukał nowych rozwiązań... Na szczęście przede mną kolejne projekty, w których mogę wykorzystać swoje pomysły.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ NOWOCZESNEGO DOMU W WALIJSKIEJ STODOLE

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: ZOBACZ PRZYKŁAD



Więcej o: