Dom blisko obłoków

Stare domostwo na warmińskiej wsi przeżywa swoją drugą młodość. Tu znalazł spokojne schronienie artysta- łowca chmur.
Tak na pierwszy rzut oka to typowy warmiński dom: murowany, z dachem pokrytym czerwoną dachówką. Na drugi rzut widać już artystyczny wkład nowego właściciela - intensywnie zieloną barwę ścian, kolorowe okna i ganek. W dodatku na podwórku stoją niebanalne ozdoby - olbrzymie głazy, szlifowane lub nie. A w oborze jest galeria. Do tej siedziby trudno trafić bez mapy. Wyboista droga, wijąca się przez pola i łąki, zdaje się prowadzić donikąd. Mijamy XIX-wieczną kapliczkę, drzewo z wydrążonym poczerniałym pniem (to pamiątka po burzy), przechodzimy przez jakieś podwórko. I nagle na horyzoncie pojawiają się malowniczo położone zabudowania.

Mimo tych trudności wyboistą drogą do Mirka i do jego galerii Obora przyjeżdża coraz więcej osób. Na wernisaże malarstwa, fotografii i rzeźby, na warsztaty i plenery, również międzynarodowe.

Mirek Bojenko, zwany przez przyjaciół Micią, sprowadził się na Warmię ponad 10 lat temu. Wcześniej mieszkał w Warszawie; nadmiar pracy i zmęczenie wielkomiejską rutyną spowodowały, że postanowił odmienić swoje życie i osiedlić się na wsi. Poszukiwanie odpowiedniego miejsca zajęło mu sporo czasu. Chciał, żeby jego nowa siedziba była nieco oddalona od ludzkich siedlisk, za to niedaleko lasu. Przede wszystkim jednak musiała być położona na wzniesieniu, bliżej chmur, ponieważ postanowił powrócić do swojej największej życiowej pasji - fotografii. A właśnie chmury stały się głównymi bohaterkami jego zdjęć, dzięki nim zyskał sobie nawet w środowisku artystycznym przydomek "Łowca Chmur".

Ostatecznie zdecydował się zamieszkać w Głotowie, niewielkiej wsi położonej niedaleko Dobrego Miasta. Założona już w XIII wieku, jest znana z sanktuarium i Kalwarii Warmińskiej nazywanej Warmińską Jerozolimą. Obszerny dom z lat 20. ubiegłego stulecia wymagał generalnego remontu. Podczas prac starano się uratować jak najwięcej oryginalnych elementów architektonicznych, m.in. ozdobne łuki nad oknami i belki stropowe. Zachowano oryginalny układ pomieszczeń, zmieniając jednak ich przeznaczenie. Dobudowano spory ganek, wybrukowano część podwórza.

Remont siedziby trwał osiem lat, ale Mirek śmieje się, że właściwie trwa przez cały czas (niedawno całkowicie zmienił wystrój łazienki i po raz kolejny przemalował wszystkie ściany). Urządzając wnętrze, zajął się również projektowaniem mebli. Jego "krzywe" szafki z drewna jesionowego, zainspirowane starymi wiejskimi kapliczkami, doskonale wkomponowały się w klimat domu pełnego pięknych starych sprzętów i urokliwych drobiazgów. W przytulnej kuchni można się ogrzać przy piecu z zabawną kopułką z mozaiki, nad płytą gazową podwieszono okap z polerowanej i klepanej miedzi. W jadalni drewniane meble z lat siedemdziesiątych sąsiadują z wiekowym kredensem i zabytkową, ręcznie malowaną skrzynią. Nad stołem z drewnianego sufitu zwisa lampa naftowa (bardzo się przydaje w razie awarii prądu).

Równocześnie z remontem domu była przebudowywana obora o po- wierzchni - bagatela! - 250 m kw., w której Mirek urządził nie tylko swoją artystyczną pracownię, ale również pokoje gościnne. I tak na skrawku warmińskiej ziemi powstało miejsce magiczne, pełne rzeźb, obrazów oraz chmur.

Tekst i stylizacja: Joanna Płachecka Zdjęcia: Rafał Lipski

Więcej o: