Willa naznaczona historią

Rok negocjacji z konserwatorem zabytków, dwa lata wędrówek po targach staroci i antykwariatach, a do tego żmudny remont. Wszystko po to, by zachować charakter domu.
Swoje rządy w otoczonej starym parkiem podwarszawskiej willi z 1928 roku nowi właściciele rozpoczęli od pomalowania ścian na biało oraz wielomiesięcznych rozmów, dyskusji i sporów z konserwatorem zabytków. Tyle czasu zajęło bowiem ustalanie warunków przebudowy. Zajęła się nią osobiście - z pomocą góralskiej ekipy - pani domu, architekt nie tylko z zawodu, ale również z zamiłowania. Nieduży dom był wprawdzie w niezłym stanie technicznym, ale niestety za mały na potrzeby nowych właścicieli. W wyniku negocjacji uzyskano zgodę na powiększenie budynku (rozbudowano go o spory salon, część gościnną i garaż) pod warunkiem zachowania jego historycznego charakteru.

Podstawowym założeniem remontu była ochrona oryginalnych drewnianych elementów domu - podłóg, okien, drzwi. Ten plan udało się zrealizować niemal w stu procentach. Choć na początku doprowadzenie stolarki okiennej do dawnej świetności wydawało się niemożliwe, konsekwencja pani domu i wysiłek fachowców opłaciły się. Stare drewniane okna z mosiężnymi skobelkami-klamkami współtworzą teraz specyficzną atmosferę tego domu. Nie udało się uratować jedynie schodów - były zbyt zniszczone. Nowe, ozdobione kutą metalową balustradą zaprojektowaną przez panią domu, wyglądają, jakby zawsze należały do tego miejsca. Charakterystycznym motywem wnętrz są stare piece oraz ich pojedyncze ozdobne elementy, które pojawiają się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach - wieńczą lustra, zdobią kominek, dekorują okna i drzwi.

W kuchni zachwycają autentyczne biało-błękitne kafle z Delftu. Żeby zgromadzić te holenderskie dzieła sztuki z XVII-XVIII wieku, właściciele regularnie przeszukiwali stołeczne antykwariaty i odwiedzali targ staroci na Kole. Pani domu pieczołowicie dobrała do nich współczesne płytki w identycznych odcieniach, fajansowe pojemniki na przyprawy, porcelanowe uchwyty do szafek.

Zgromadzone przez właścicieli sprzęty pochodzą z różnych epok i reprezentują rozmaite style. Zgodnie sąsiadują ze sobą meble sprzed kilku nawet wieków z nowoczesnymi sprzętami AGD.

Wiele przedmiotów pełni inną funkcję, niż wynika to z ich pierwotnego przeznaczenia. W pokojach gościnnych na łóżkach zamiast narzut leżą chusty śląskie, w roli kratek wentylacyjnych występują ażurowe elementy starych żelaznych sprzętów.

We wszystkich pomieszczeniach (nie wyłączając kuchni i łazienki) wiszą metalowe żyrandole z girlandami kryształków. W nowo wybudowanym salonie podłogę pokrywają płyty jasnego trawertynu. Ich urody właściwie nie widać - zasłaniają je bowiem ukochane dywany właścicielki, która kobiercami, narzutami i dywanikami wykańcza każde wnętrze, które projektuje. Zaledwie kilka sprzętów i przedmiotów przeprowadziło się z właścicielami do nowego domu. Większość z nich to ulubione rzeźby i figurki ochrzczone pieszczotliwymi imionami. W salonie stoi drewniana rzeźba Basia, figurki sów strzegące bramy wjazdowej "od ognia i złodziei" noszą imiona Karol i Karolina, XVIII-wieczne amorki zdobiące kominek w salonie to Paweł i Gaweł, a lew dekorujący kominek nazywa się Hilary.

Wiele uwagi właściciele poświęcili łazience. Kolor ścian i błękitne odcienie kafelków, którymi została obudowana wanna, dobrano do zdobiącej wnętrze kopii obrazu "Narodziny Wenus" Botticellego, odbijającej się w ogromnym lustrze. Za otwierającym się na taras porte-fenetre, czyli sięgającym od podłogi do sufitu oknie charakterystycznym dla architektury pałacowej, widać parkowe drzewa. Pani domu już czeka z utęsknieniem, kiedy do łazienki zaczną zaglądać przez okno pachnące jaśminy.

Tekst: Katarzyna Ciszewska Stylizacja: Dorota Karpińska Zdjęcia: Radosław Wojnar

Więcej o: