Prezentacja: dom sentymentalny

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Sylwester Rejmer
04.01.2011 , aktualizacja: 21.04.2010 11:21
A A A Drukuj
Z salonu do biblioteki prowadzi szerokie łukowate przejście. Na stoliku art déco - mosiężna tancerka z tego samego okresu. Fot. Sylwester Rejmer Z salonu do biblioteki prowadzi szerokie łukowate przejście. Na stoliku art déco - mosiężna tancerka z tego samego okresu.
Niektórzy ludzie mają szczęście do domów, ale również domy mają czasem szczęście do ludzi. W przypadku tej starej willi z piękną historią obydwa stwierdzenia są prawdziwe.
Regały w bibliotece - solidne meble z dębu barwionego na merbau - zostały zrobione na zamówienie. Za biurkiem zasiadał kiedyś dziadek gospodarza. Przedwojenny holenderski żyrandol to nabytek z targu staroci.
Fot. Sylwester Rejmer
Regały w bibliotece - solidne meble z dębu barwionego na merbau - zostały zrobione na zamówienie. Za biurkiem zasiadał kiedyś dziadek gospodarza. Przedwojenny holenderski żyrandol to nabytek z targu staroci.
Relaks w salonie zapewniają wygodne meble włoskie. Choć współczesne, idealnie pasują do starych sprzętów.
Fot. Sylwester Rejmer
Relaks w salonie zapewniają wygodne meble włoskie. Choć współczesne, idealnie pasują do starych sprzętów.
Do jadalni urządzonej na przeszklonej werandzie bez przeszkód zaglądają drzewa i słońce. Z salonu prowadzą do niej przesuwane szklane drzwi. Kredens i jedno z krzeseł, pochodzące z lat dwudziestych XX wieku, są rodzinną pamiątką.
Fot. Sylwester Rejmer
Do jadalni urządzonej na przeszklonej werandzie bez przeszkód zaglądają drzewa i słońce. Z salonu prowadzą do niej przesuwane szklane drzwi. Kredens i jedno z krzeseł, pochodzące z lat dwudziestych XX wieku, są rodzinną pamiątką.
Przy kuchennym barku przykrytym marmurowym blatem można wygodnie napić się porannej kawy. Rodzinne posiłki jada się oczywiście przy stole na werandzie.
Fot. Sylwester Rejmer
Przy kuchennym barku przykrytym marmurowym blatem można wygodnie napić się porannej kawy. Rodzinne posiłki jada się oczywiście przy stole na werandzie.
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Willowa, zielona ulica na warszawskim Starym Mokotowie. Większość stojących tutaj DOMÓW wybudowano jeszcze przed wojną. W jednym z nich kilka lat temu zamieszkało adwokackie małżeństwo z trójką dzieci. Dom ma niezwykle ciekawą historię. Z ksiąg wieczystych wynika, że pierwszym właścicielem tej "willi w Mokotowie" był syn przedwojennego premiera Jędrzeja Moraczewskiego. Następny gospodarz, który wprowadził się po wojnie, miał naprawdę dużo sprytu i szczęścia, bowiem meldując tu swoją liczną rodzinę, uniknął tzw. dosiedlenia oraz związanego z nim podziału willi na niewielkie mieszkania. Dzięki temu przetrwała do dzisiejszych czasów praktycznie w niezmienionym kształcie.

Gospodarze pokochali dom od pierwszego wejrzenia. Przeprowadzka na Stary Mokotów była dla nich swego rodzaju powrotem do źródeł. Czują do tej okolicy sentyment - tutaj ich rodziny szczęśliwie przetrwały drugą wojnę światową i Powstanie Warszawskie; brat babci nadal mieszka trzy domy dalej, a dziadek - na sąsiedniej ulicy. Poprzedni właściciel wymógł na nich obietnicę, że dom będzie służył jedynie rodzinie i że w żadnym wypadku nie zamienią go na przykład na biuro. Obecni właściciele postanowili przywrócić tej pięknej willi dawną świetność. Na szczęście budynek nie wymagał generalnego remontu - konieczna była tylko wymiana rur kanalizacyjnych i kilka kosmetycznych poprawek. Oczywiście chcieli również po swojemu zaaranżować wnętrza.

Dom ma dwie kondygnacje i sporą piwnicę, w której znajduje się dodatkowy pokój i pomieszczenia gospodarcze, między innymi spiżarnia i pralnia. Na parterze mieści się część reprezentacyjna (KUCHNIA, salon, biblioteka i jadalnia urządzona na dobudowanej werandzie), sypialnia gospodarzy oraz niewielka ŁAZIENKA. Piętro natomiast zostało całkowicie oddane we władanie dzieci - są tutaj trzy sypialnie i dwie łazienki. Urządzaniem wnętrz zajęła się pani domu. Nie uległa szybko zmieniającym się trendom, bo nowoczesność - jak mówi - nie pasuje do starych murów, drewnianych okiennic i skrzypiącej podłogi. Postawiła na style, które zwycięsko przetrwały próbę czasu. Trzeba przyznać, że kuchnia w angielskim stylu, meble z dwudziestolecia międzywojennego i kilka sprzętów kolonialnych tworzą wyjątkowo udany koktajl.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o urządzaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail:Zobacz przykład, Zapisz się



Gospodarze bardzo chętnie zaglądają do antykwariatów, na targi staroci i aukcje internetowe. Ich cierpliwość często jest nagradzana: znaleźli i wytropili już wiele ciekawych, czasem wręcz bezcennych przedmiotów. W SYPIALNI wisi szczególna pamiątka po dziadku - niewielka akwarela, dzieło polskiego malarza żydowskiego pochodzenia Franciszka Sunderlanda, który zginął w 1943 roku. Pan domu długo szukał po całym świecie innych prac tego artysty. Niedawno na aukcji eBay kupił od sprzedawcy ze Stanów Zjednoczonych kolejną wymarzoną akwarelkę - za jedyne 20 dolarów.

Pani domu natomiast bardzo ceni obrazy współczesnego artysty Romana Zakrzewskiego. Od dawna podziwia malowane przez niego kobiece portrety i - jak żartuje - tylko zdrowy rozsądek nie pozwala jej zamienić domu w galerię jego prac. Właściciele, wbrew pozorom, nie mają nabożnego stosunku do przedmiotów. Lubią i cenią rzeczy piękne, z historią, ale urządzając się, postawili głównie na wygodę i funkcjonalność. Ponieważ dom ma im służyć przede wszystkim do mieszkania, nie zrobili z niego muzeum. Dlatego jeżeli kupują na przykład starą porcelanę, to po to, aby poczuć, jak cudownie smakuje popijana z niej rano herbata.

Zobacz galerię zdjęć



Zobacz także:

Kolorowa aranżacja

Projekt domu: zen i róż

Dom pełen obrazów

Podziel się