Mieszkanie singla
Jednopokojowe mieszkanie dla jednej osoby, zaprojektowane tak, żeby było wszystko, czego potrzeba.
01.01.2011
, aktualizacja: 24.03.2009 12:14
Fot. Rafał Lipski
Metalowe dodatki, szkło i nowoczesne meble oswaja kilka czerwonych akcentów i wysłużona bambusowa roleta. Reszty dokonuje naturalne światło kładące się smugami na podłodze.
Wszedłem, poczułem to nieuchwytne "coś" i zostałem - opowiada gospodarz o poszukiwaniach mieszkania.
Fot. Rafał Lipski
W oknie są dwie rolety. Zależnie od potrzeby można wnętrze ożywić czerwienią lub uspokoić bielą.
Fot. Rafał Lipski
Betonowa podłoga nie do końca się sprawdziła, dlatego po namyśle właściciel postanowił ją zakryć miękką wykładziną. Beton został jedynie w części kuchennej. W głębi - wejście do usytuowanej na podeście łazienki.
Prowadzi bardzo intensywny tryb życia. Jest prezenterem telewizyjnym, dużo podróżuje. Przez długi czas wystarczały mu wynajmowane mieszkania oraz pokoje hotelowe. Wreszcie poczuł, że dojrzał już do stałego adresu, i rozpoczął poszukiwania.
Nie miał wygórowanych wymagań: dobra lokalizacja, rozsądna cena i... właśnie owo "coś". Obejrzał wiele mieszkań, ale każdemu brakowało klimatu. Wreszcie w starej kamienicy położonej w samym sercu Warszawy odkrył 40-metrowe mieszkanie - idealne dla singla. Już po wejściu do budynku zachwyciła go klatka schodowa ze skrzypiącymi drewnianymi schodami. Lubi kontrasty, dlatego uznał, że stare mury, które niejedno słyszały i widziały, będą doskonałym tłem dla nowoczesnego wnętrza. Samo mieszkanie było - delikatnie mówiąc - w opłakanym stanie. Dwa klaustrofobiczne pokoiki i ciemna kuchnia, a w nich zmurszałe ściany, zniszczona podłoga i zardzewiała armatura. Ale przez duże okna wpadało mnóstwo światła słonecznego. Ono właśnie przeważyło szalę na "tak".
Remont trwał dziewięć miesięcy. - Czułem się trochę jak na poligonie doświadczalnym. Wszystko odbywało się metodą prób i błędów - wspomina właściciel. Nie korzystał z porad architektów. Samodzielnie zaprojektował wnętrze i od początku do końca z wielkim zaangażowaniem nadzorował prace budowlane. Źródłem inspiracji stało się mieszkanie wypatrzone w jednym z teledysków Lenny Krawitza.
Przede wszystkim usunął niektóre ściany działowe. Zerwał stary parkiet i wymienił okna. Potem zaczął planować szczegóły. Nie ukrywa, że bardziej zależało mu na wrażeniach estetycznych niż na funkcjonalności, bo doskonale wiedział, że w domu będzie spędzał niewiele czasu. Dlatego do projektowania kuchni podszedł z pewną nonszalancją, gdyż - jak przyznaje - dla niego, zapracowanego singla jadającego na mieście, kuchnia to temat raczej abstrakcyjny. Wolał skupić się na części wypoczynkowej, sypialni i łazience, czyli miejscach służących relaksowi.
Wnętrze przedzielił ścianką z płyt gipsowo-kartonowych, by odizolować sypialnię, a poziom łazienki podniósł o dwa stopnie. Podłogę w całym mieszkaniu zalał betonem. W niego został wkomponowany pas egzotycznego drewna lapacho.
Zadowolony z efektów swojej pracy był pewien, że znalazł przystań na dłużej. Los jednak, jak wiadomo, lubi płatać najróżniejsze niespodzianki. Niedługo po zakończeniu remontu właściciel zamienił życie w pojedynkę na życie w duecie. Metraż dla dwojga okazał się za mały, postanowił więc kupić dużo większe mieszkanie. Tym razem - podkreśla - na pewno nie zabraknie w nim prawdziwej kuchni pachnącej bazylią.
Tekst, stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Rafał Lipski