Błękitna aranżacja z dodatkiem koronki

To wnętrze jest naprawdę niezwykłe . Każdy, kto tutaj zawita, od razu poddaje się jego czarowi . Cóż, gospodarze świadomie ryzykują, że zachwyceni goście prędko stąd nie wyjdą.
Przy drzwiach wejściowych z rzeźbionym portykiem stoją skrzynki pełne bratków. Trudno uwierzyć, że to nie wejście do wiktoriańskiej kamienicy przy cichej londyńskiej uliczce, ale do mieszkania w nowym warszawskim bloku. Drzwi uchylają się zapraszająco i... Całe to wnętrze - począwszy od przedpokoju, a skończywszy na sypialni znajdującej się na drugim poziomie - jest dopracowane w każdym detalu. Gości zaskakuje niezliczona ilość materiałów, faktur, kolorów, ozdobnych przedmiotów. A wszystko wymieszane z artystycznym smakiem i wyczuciem.

W mieszkaniu udało się stworzyć przytulny klimat kojarzący się z ciepłem domowego ogniska. Pani Agnieszka nie ukrywa, że największe źródło radości stanowi dla niej rodzina (mąż, synek Błażej oraz pies), a wypieszczony - głównie przez nią - dom jest tego wyrazem. Przestronna kuchnia tonie w intensywnych błękitach. Już na pierwszy rzut oka daje się tu dostrzec rękę gospodyni i niebywały wprost talent do wyczarowywania nastroju. Na tle masywnych mebli z ciemnego drewna i ręcznie malowanych holenderskich kafelków pięknie prezentują się kubeczki, dzbanki, haftowane kieszonki na zapałki, serwetki i obrusy.

Salon jest utrzymany w spokojniejszych, jasnoniebieskich barwach. Aż kusi, by w głębokim fotelu oddać się miłym, nieco zapomnianym zajęciom, takim jak szydełkowanie lub haftowanie. Pod każdym wazonikiem i koszyczkiem na słodycze, na oparciach foteli i kanapy leżą ręcznie robione serwetki. Podziw wzbudzają również dekoracyjne osłonki na rośliny, obrusy obszyte pasmanterią, osłony na kaloryfery uszyte z tkanin umocowanych na specjalnych karniszach.

Firanki i przepuszczające światło błękitne zazdrostki przesłaniają mało romantyczne blokowisko za oknem. Siedząc w salonie, przez chwilę można zapomnieć, że jest się w Warszawie - z wygodnej kanapy rozpościera się bowiem widok na ukwiecony (dwa lata temu został uznany za najpiękniejszy w stolicy). Również znajdująca się na poddaszu sypialnia gospodarzy jest pełna drobiazgów jak z muzeum etnograficznego. Są tu haftowane poduszki i wałeczki, tiulowe zasłonki, a wszystko spowite delikatnym zapachem z potpourri.

Mieszkanie urządzono głównie meblami znalezionymi na targach staroci i wygrzebanymi na strychach u rodziny. Zostały pieczołowicie odnowione i uzupełnione okuciami lub kryształowymi szybkami. We wszystkich drzwiach zamocowano porcelanowe klamki; każdy zamek ma kluczyk, a kluczyk - chwościk. To wnętrze jest bardzo wdzięczne i spokojne, a przede wszystkim - gościnne. Opuszczamy je niechętnie, ugoszczeni pachnącymi jabłkami w cieście i pysznym kordiałem staropolskim.

Tekst i stylizacja: Carmen Perez Zdjęcia: Rafał Lipski

Więcej o: