Mieszkanie fotografa

Lubią to mieszkanie. Ania dlatego, że udało się w nim zachować klimat dawnych wnętrz. Natomiast jej kotu Filipowi bardzo przypadł do gustu widok na najpiękniejsze dachy w mieście.
Gdy Ania Fedisz szukała mieszkania, stawiała dwa warunki: miało być w centrum Warszawy i w starej kamienicy. No i wysoko, najlepiej na ostatnim piętrze. Bo Ania, tak jak Filip, lubi widok na dachy i kominy sąsiednich domów. Jako absolwentka architektury wnętrz na warszawskiej ASP już od dawna miała wyraźną wizję swojego lokum. Przede wszystkim chciała, by było jasne i przestronne. Tymczasem gdy pierwszy raz oglądała swój przyszły dom, zabłądziła w labiryncie pokoi. Doliczyła się ich aż pięciu i dlatego przez dłuższy czas zwlekała z podjęciem decyzji. Chociaż to wnętrze niezupełnie pasowało do jej wizji, Ania postanowiła się wprowadzić. Najpierw jednak z prawdziwą satysfakcją wskazywała ekipie remontowej kolejne ściany do wyburzenia. Kiedy się opamiętała, całe mieszkanie było już jedną wielką przestrzenią. I takie właśnie odpowiadało jej najbardziej. Z pewnością tak by już zostało, gdyby nie stanowcza postawa rodziny. - Nadejdzie pora - przekonywano ją - gdy nie będziesz mieszkać sama. Wtedy przydadzą ci się oddzielne pokoje.

Tłumaczyli tak długo i cierpliwie, aż Ania w końcu uznała ich argumenty. Nie uległa natomiast presji ekipy remontowej, twardo obstając przy zachowaniu autentycznych detali mieszkania właściwych staremu budownictwu. Mimo usilnych protestów fachowców udało jej się ocalić zaokrąglenia na granicy ścian i sufitu. Postawiła też na swoim, walcząc o stare okna wewnętrzne - przeszklone prześwity nad drzwiami do salonu oraz między kuchnią i łazienką. Te "nienowoczesne" rozwiązania sprawiły, że mieszkanie zachowało klimat charakterystyczny dla wnętrz z przeszłością.

W mieszkaniu na każdym kroku można dostrzec fascynacje i zainteresowania właścicielki (np. figurki zwierząt). Nie ma też wątpliwości, że znajdujemy się w domu artysty fotografika. Ania studiuje fotografię w łódzkiej Filmówce, specjalizuje się w fotografii portretowej. Jej prace zdobią ściany we wszystkich pomieszczeniach. Niektóre meble również zaprojektowała i wykonała gospodyni. Powstały jakiś czas temu, jeszcze w trakcie studiów na wydziale architektury wnętrz. Ania śmieje się, że chociaż wtedy za te projekty dostawała trójki, teraz w jej własnym domu sprawdzają się znakomicie.

Kompletując wyposażenie, nie kierowała się wyraźnymi regułami. Nowoczesne sprzęty zestawiła ze starymi meblami, poustawiała sporo zabawnych rekwizytów. Niewiele jest w tym mieszkaniu kolorów. Te, które dominują, stanowią przedłużenie barw znajdujących się za oknami: niebieskiego nieba nad dachami widocznymi z salonu oraz szarej elewacji nowoczesnego biurowca zza okna sypialni.

Tekst: Magda Kazimierczuk Stylizacja: Joanna Płachecka Zdjęcia: Michał Skorupski

Więcej o: