Mieszkanie pełne niespodzianek

Na ogół oglądając mieszkanie, nie poświęcamy wiele uwagi sufitom. A szkoda. Czasem się bowiem zdarza, że patrzenie w sufit wcale nie jest oznaką znudzenia, lecz... zachwytu.
Materiał, minimalizm, przestronność, niepowtarzalność - w tych czterech słowach Mateusz Baumiller i Przemysław Lisiecki, architekci z pracowni MBPL, zawarli swoją koncepcję przebudowy mieszkania, którą przedstawili właścicielce. - Nie ingerowałam w pracę fachowców, dałam im całkowicie wolną rękę. Efekt w pełni usatysfakcjonował obie strony - podsumowuje gospodyni, pani Małgosia Tarnowska, właścicielka przedszkola i szkoły Warsaw Montessori School. Przejdźmy się po wnętrzach i sprawdźmy, jakie pomysły kryją się w tych czterech lakonicznych słowach.

Materiał.

Projektanci chcieli przede wszystkim odsłonić i wyeksponować fragmenty architektonicznej przeszłości wnętrz w kamienicy znajdującej się w centrum Warszawy. Stąd pomysł wydobycia spod warstwy tynku dobrze zachowanego ceglanego stropu pochodzącego jeszcze z czasów przedwojennych. W salonie pozostawiono go w surowej formie; w sypialni cegły pomalowano na biało, ale ich kształt i nierówna faktura wciąż są bardzo dobrze widoczne. W łazience i przedpokoju kolejne zaskoczenie - na suficie ułożono niebieską mozaikę. Taki materiał i kolor w tym miejscu to dość ekstrawaganckie i nieoczekiwane rozwiązanie. Natomiast w kuchni prawdziwą niespodzianką jest... brak niespodzianki - tutaj gospodyni zdecydowała się na gładki biały sufit, co pasuje do mebli o tej samej barwie. Innego rodzaju zaskoczenie czeka nas w pokoju dziennym. Białe kafelki, którymi wyłożono łazienkę, swobodnie wchodzą "na salony". Pokryto nimi jedną ścianę, a dla podkreślenia efektu zawieszono na niej czarno-białe rodzinne fotografie.

Minimalizm.

Całe mieszkanie jest prawie monochromatyczne, dominuje w nim biel. W tym kolorze są nie tylko ściany i kuchenne meble, ale nawet podłoga w kuchni - wyłożona terakotowymi płytkami - i w łazience, gdzie z kolei zdecydowano się na modną ostatnio żywicę poliuretanową. W pozostałej części mieszkania zachowano stary dębowy parkiet. Został porządnie oczyszczony, zabejcowany na ciemny orzech i polakierowany (ale trzeszczy pod nogami tak jak przed laty). Gruntownej renowacji poddano też stolarkę drzwiową i okienną. Okna z nowymi grubymi parapetami z bielonego dębu szkoda byłoby teraz zasłaniać, dlatego jedynie w sypialni są rolety, które gospodyni zaciąga na noc. W bieli skąpany jest też przedpokój, z którego swobodnie przechodzi się do kuchni i pokoju dziennego. Za drzwiami z lakierowanej płyty MDF kryje się pojemna garderoba. Kuchnia ma tylko siedem metrów, ale dzięki otwarciu na pokój sprawia wrażenie nieco większej. Jej zasięg umownie wyznaczają duże płytki białej terakoty na podłodze oraz odczyszczona i spatynowana stalowa belka na suficie. Sercem kuchni jest imponująca - zarówno jeśli chodzi o wielkość, jak i minimalistyczną formę - zabudowa długości czterech metrów. Pod oknem zmieścił się okrągły stolik śniadaniowy. Pokój dzienny i sypialnia są umeblowane nader oszczędnie. Nie znajdziemy tu nowoczesnych mebli z modnych salonów. Starą szafę królującą teraz w sypialni oraz dwie małe komódki z pokoju dziennego znaleziono w jakimś kurniku na wsi. Jedna z komód pełni funkcję barku, druga - szafki pod telewizor. W kącie wypoczynkowym stoją obok siebie w wyjątkowej harmonii dwa obrotowe fotele z lat 60., metalowy stolik kawowy ze szklanym blatem (prezent od narzeczonego) i prosta biała sofa wtapiająca się w ścianę. Całość oświetla oryginalna lampa sufitowa zrobiona z. zagłówka łóżka. W sypialni typowe łóżko zastępuje materac położony bezpośrednio na podłodze.

Przestronność.

Naturalne światło wpadające przez okna może swobodnie wędrować po mieszkaniu - w otwartym wnętrzu nie napotyka zbyt wielu przeszkód, np. mebli, bo tych jest tutaj niewiele. A kiedy drzwi pomiędzy pokojem dziennym a sypialnią są otwarte, już z przedpokoju można podziwiać zieleń rosnącą na balkonie.

Niepowtarzalność.

Oceńmy sami, czy w tej kwestii architektom udało się dotrzymać obietnicy.

Więcej o: