Podwójna aranżacja

W całkowitej zgodzie żyją tu dwa style z różnych części Europy i z odmiennych epok: holenderski z polskim, secesyjny z nowoczesnym.
Marta to rodowita warszawianka, Jeroen jest Holendrem. Ona pracuje w agencji reklamowej, on - w branży związanej z nieruchomościami. Do Warszawy przyjechał siedem lat temu z Moskwy, gdzie odbywał studencki staż i zakochał się w krajach słowiańskich. U znajomych poznał Martę i zakochał się po raz drugi, tym razem w Polce. Kiedy zmęczyło ich życie w wynajmowanym mieszkaniu zupełnie pozbawionym klimatu i charakteru, postanowili kupić własne. Wymagania mieli niemałe: lokalizacja w centrum Warszawy, ponad sto metrów powierzchni, kominek oraz taras.

W dodatku Jeroen postawił jeszcze jeden warunek - tylko stara kamienica. Jak tłumaczy, jego rodacy darzą szczególnym szacunkiem wiekowe budownictwo. Poszukiwania trwały długo. Wnętrza, które oglądali, były na ogół zrujnowane, a sąsiedztwo - co najmniej nieciekawe. Strzałem w dziesiątkę okazało się dopiero mieszkanie w secesyjnej kamienicy na jednej z reprezentacyjnych ulic Warszawy. Nic dziwnego - zachowały się w nim dwa piękne kominki wykończone kaflami, oryginalne stiuki na ścianach i sufitach, stare żyrandole pamiętające czasy Księstwa Warszawskiego. Decyzję o kupnie podjęli niemal natychmiast.

W najlepszym stanie były pokoje - wymieniono w nich tylko podłogi i odrestaurowano stiuki. Prace remontowe skupiły się przede wszystkim w kuchni i łazience (ciasna ciemna łazienka została powiększona o pokoik, który w dawnych czasach był służbówką). W pokojach panuje eklektyzm z wyraźnymi elementami secesji, natomiast kuchnię i łazienkę właściciele postanowili urządzić bardzo nowocześnie. Taka mieszanka wymagała ogromnej ostrożności i wyczucia. O pomoc w pogodzeniu stylów Marta i Jeroen poprosili swojego przyjaciela, architekta Przemka Stopę, który chętnie zmierzył się z tym zadaniem. Choć zabieg połączenia secesji z wystrojem industrialnym był nieco ryzykowny, Przemek odniósł zwycięstwo - sprawił, że tak różne wnętrza harmonijnie się uzupełniają.

Wystrój mieszkania nieustannie się zmienia. Gospodarze bardzo ostrożnie wybierają kolejne meble i drobiazgi.

- Czasami niestety zastanawiamy się zbyt długo - Marta wspomina zabawną historię związaną z kupowaniem łóżka do sypialni. W jednej z warszawskich galerii wypatrzyli piękny mebel, zwlekali jednak z zakupem, ponieważ trochę odstraszała ich cena. Kiedy się w końcu zdecydowali, okazało się, że wymarzonego łoża już w galerii nie ma. Zobaczyli je niedawno u swoich sąsiadów... Marta i Jeroen z przyjemnością wracają do swojego wymarzonego mieszkania po pracowitym dniu. Rozpalają ogień w kominku, siadają na wygodnej kanapie i zaczynają wkuwać słówka - Marta holenderskie, Jeroen polskie.

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Rafał Lipski

Więcej o: