Aranżowane przez architekta

Niektórzy nie wyobrażają sobie, że ktokolwiek mógłby urządzać ich mieszkanie. Inni wolą poszukać fachowej pomocy u specjalisty.
Rzadko jednak się zdarza, że klient na tyle bezgranicznie ufa architektowi, by powierzyć mu nie tylko zaprojektowanie wnętrza, ale również całkowite jego urządzenie. Właśnie tak było w przypadku tego apartamentu na warszawskim Żoliborzu. Właściciel, pan Zbyszek, pojawił się w nim dopiero wtedy, kiedy już wszystko było gotowe. Wypełnił półki książkami i od razu poczuł się jak w domu.

- Przeważnie gospodarze sami meblują mieszkanie i, niestety, najczęściej wstawiają sprzęty, które zakłócają harmonię całości - tłumaczy autor wnętrza, architekt Maciej Andrzej Pieńkowski.

- Projektując, biorę też pod uwagę rodzaj budynku, w którym wnętrze się znajduje. Moim zdaniem urządzenie repliki XIX-wiecznego salonu w nowoczesnym apartamentowcu to ekstrawagancja, dobra być może na potrzeby filmu, ale nie do mieszkania.

Nie znaczy to jednak, że pan Maciej nie docenia piękna i znaczenia starych przedmiotów. Wręcz przeciwnie - traktuje je jako dzieła sztuki i nawet w nowoczesnych wnętrzach zawsze stara się znaleźć dla nich odpowiednie miejsce, tak by ukazać całą ich urodę. Najpiękniejsze okazy, które ozdabiają zaprojektowane przez niego wnętrza, wyszukuje sam i przywozi z Londynu. Tak też się stało w tym przypadku - w gabinecie stoi sprowadzony z Anglii (i odrestaurowany w Polsce) wiktoriański stolik na toczonych nogach z blatem obitym zieloną skórą. Mebel pełni funkcję biurka. Sporo w tym mieszkaniu azjatyckich akcentów. Charakterystyczna forma przesuwanych drzwi z drewnianymi elementami i matowym szkłem szyb przywodzi na myśl tradycyjne japońskie wnętrza z papierowymi ścianami.

Do kultury Wschodu nawiązują również tajemnicze znaki alfabetu chińskiego na obiciach kompletu wypoczynkowego w salonie, lampy z czerpanego papieru i proste łóżko. Projektant ceni przestrzeń we wnętrzu. Prezentowany apartament to otwarte pomieszczenie dzielone umownie wspomnianymi już przesuwanymi drzwiami. W ten sposób wyodrębnione zostały dwie strefy: gościnna (salon, kuchnia) oraz prywatna (sypialnia, łazienka, gabinet, garderoba). Ściany pozostały tylko tam, gdzie są niezbędne. Między przedpokojem a salonem projektant zbudował usytuowaną skosem konstrukcję z płyty gipsowo-kartonowej. Z jednej strony mieści się w niej telewizor, a z drugiej - zgrabny kredens.

Częściowo została też zlikwidowana ściana pomiędzy salonem a gabinetem - zastąpiły ją prze-szklone suwane drzwi. Projektant starał się również, aby we wnętrzu nie było zbędnych sprzętów (szczególnie ascetycznie zostały urządzone sypialnia oraz kuchnia). Większość mebli - między innymi łóżko, sekretarzyk, kuchenne szafki i stół - zaprojektował zresztą sam. Wnętrze jest funkcjonalne, przestronne i pełne światła. Dokładnie takie, o jakim marzył pan Zbyszek.

Tekst i stylizacja: Grażyna Bieganik Zdjęcia: Radosław Wojnar

Więcej o: