Ascetyczny projekt wnętrza

Nie przywiązują się do przedmiotów, nie gromadzą pamiątek. Do nowego mieszkania wnieśli tylko osobiste drobiazgi.
Kasia jest architektem, Sławek - menedżerem. Zanim zamieszkali razem na warszawskim Ursynowie, każde z nich spędziło wiele lat w wynajmowanych mieszkaniach. W nowym miejscu postanowili wreszcie zapomnieć o niemiłych doświadczeniach związanych z życiem na walizkach i do własnego mieszkania wprowadzili się dosłownie tak jak stali. Z dawnych mieszkań oprócz osobistych rzeczy nie zabrali absolutnie niczego. Postanowili również, że nie będą niczego gromadzić - żadnych pamiątek z wakacji, żadnych zakurzonych bibelotów. Konsekwentnie pozostają wierni tej decyzji. Dziś mają jedynie kilkanaście albumów o architekturze, parę płyt oraz zdjęcia przechowywane w przepastnej pamięci komputera.

Urządzeniem wnętrz z racji zamiłowania i zawodu zajęła się pani domu. Nade wszystko ceni przestrzeń, prace rozpoczęła więc od zburzenia ściany między kuchnią a salonem. W czasie studiów Kasię - zdeklarowaną zwolenniczkę minimalizmu - szczególnie zafascynowały projekty niemieckiego modernistycznego architekta Ludwiga Miesa van der Rohe. Aranżując swoje własne mieszkanie, kierowała się jego znaną maksymą, że mniej znaczy więcej. We wnętrzu nie ma więc zbędnych mebli, ozdobnych drobiazgów, zaokrągleń. Kolory wprowadzono tylko w części dziennej (kuchni, salonie oraz łazience). W sypialni i gabinecie dominuje natomiast czysta biel przełamana brązem posadzki.

Już na pierwszy rzut oka widać, że ulubionym materiałem Kasi i Sławka jest szkło. Matowe szklane tafle osłaniają kaloryfery oraz chronią przed zabrudzeniem ścianę nad blatem w kuchni; z ozdobnego szkła są listwy podłogowe, kolorowe dekory w łazience i drzwi zamykające wnęki z półkami. Właściciele ogromną wagę przywiązują do oświetlenia. Dzięki zainstalowaniu halogenów oraz licznych lampek na długich stalowych ramionach mogą dowolnie kreować atmosferę mieszkania. Surowe, nieco ascetyczne wnętrza ociepla drewno podłogi z teku indonezyjskiego i bambusowy stół w jadalni. Być może w salonie niedługo zawiśnie obraz. Ale dla Kasi najpiękniejszym obrazem i tak zawsze będzie padające na ścianę światło przefiltrowane przez żaluzję.

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Piotr Rejmer

Więcej o: