Śląsk eksportuje design zamiast wegla

Czerwony dywan przypominający ludową wycinankę zaprojektowany przez katowickie studio MOHO pojawił się w witrynie słynnego londyńskiego magazynu Selfridges. Śląsk zaczyna eksportować nie tylko węgiel, ale i nowoczesny design

 

 

Tekst: Łukasz Kałębasiak

 

 

Żeby pokazać tylko jeden swój produkt na witrynie tego luksusowego sklepu na londyńskiej Oxford Street, studia designerskie z całego świata czekają nieraz po kilka lat. Katowickiemu MOHO dostanie się tam ze swoim dywanem zajęło zaledwie pół roku. Ale widocznie w Selfridges, które słynie ze swoich witryn, uznano, że firma wyróżniona nagrodą w konkursie na Najlepszy Produkt Tekstylny 2006 roku przez magazyn "Wallpaper" nie powinna czekać.

 



Bo w zaciszach śląskich pracowni designerskich powstaje coraz więcej światowej klasy projektów. Wymyślone u nas dywany, odkurzacze, armatura łazienkowa czy meble nie tylko ładnie wyglądają na wydrukach, ale też są produkowane i sprzedawane, nieraz daleko, za granicą.

 

 

Fot. Selfridges

 

- Bo nie ma znaczenia, czy będziemy działać w Katowicach, w Pcimiu Dolnym czy w Tokio. Proces kreatywny odbywa się tam, gdzie są kreatywni ludzie - twierdzi Magda Lubińska, założycielka MOHO Design. Firma, która zaczęła się od jednej osoby, dziś ma kilkunastu pracowników i współpracowników na całym świecie. Jej sztandarowym produktem są dywany. Niewiele mają jednak wspólnego z brązowymi prostokątami w polskich domach. Przypominają ludową wycinankę, pole zboża, na którym ślady zostawiło UFO, albo wielką podkładkę pod komputerową myszkę. I do tego ten materiał: wełniana tkanina, z której górale od stuleci szyli swoje, przekazywane nieraz z ojca na syna, portki.


 


- Chcielibyśmy być charakterystyczni, polscy, z mocnymi korzeniami i tym się wyróżniać - opowiada Lubińska. Ich dywany powstają na XIX-wiecznych krosnach w manufakturze pod Bielskiem-Białą, ale robią globalną karierę. Leżą na podłogach domów i apartamentów w Australii, Azji i Stanach Zjednoczonych. Bo dywany MOHO to luksusowy produkt - najtańszy kosztuje 2 tys. zł, górnej granicy nie ma.



 

Do tanich nie należą też meble, które dla salonów Iker projektuje Biart Design Group. Zespół projektanta Michała Biernackiego obsługuje kilka dużych polskich przedsiębiorstw, takich jak Zelmer, Nowy Styl czy Armatura Kraków SA. - Jesteśmy firmą niszową, dlatego konkurencja w naszej branży jest niewielka. Jako nieliczni projektujemy nie tylko formę, ale i dostarczamy nowatorskich rozwiązań technicznych - mówi o przyczynach swojego sukcesu Biernacki. Możliwe więc, że odkurzacz, który trzymacie w szafie, został zaprojektowany właśnie w Katowicach.

 

 

Broń przyszłości? Licznik Geigera? Nie - projekt robota kuchennego Biernackiego Fot.Zelmer

 

Ewa Gołębiewska, dyrektorka Śląskiego Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie, przyznaje, że śląski design to fenomen. Przypomina, że na liście dziesięciu najlepiej zaprojektowanych polskich produktów 2007 roku magazynu "2+3D" znalazły się aż trzy ze Śląska: dywan dia MOHO, samolot Orka bielskiego konstruktora Edwarda Margańskiego i wózek widłowy ZREMB-u wymyślony przez Andrzeja Sobasia, wykładowcę katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. - Trudno może mówić o śląskiej szkole designu, natomiast na pewno można już mówić o fenomenie. Śląsk daje możliwości rozwoju, bo to region produkujący, gdzie gospodarka się rozwija i firmy potrzebują projektantów - mówi Gołębiewska.



 

Potwierdza to młoda projektantka Katarzyna Sokołowska, która rok temu założyła w Gliwicach swoje studio Sokka. - Kiedyś myślałam, że to trudny region dla designera, ale perspektywy po wejściu do Unii Europejskiej są bardzo obiecujące i nie warto stąd uciekać, bo za chwilę może być to najlepszy region w Polsce. Już teraz stwarza duże perspektywy, zwłaszcza w nowych technologiach, które rozwijają się tu w szalonym tempie - mówi Sokołowska. Sama zaczęła od technologii medycznych - w 2006 roku zabłysnęła projektem obudowy robota kardiochirurgicznego Robin Heart. Wymyślone przez nią (wraz z Michałem Latką) postumenty na monitory stały się częścią wystawy Lecha Majewskiego na zeszłorocznym Biennale Sztuki w Wenecji. Teraz Sokołowska współpracuje zaś z firmami, które zainstalowały się w parku technologicznym Politechniki Śląskiej.


 

Jeśli Śląsk w dalszym ciągu będzie tak się rozwijał, pracy naszym projektantom nie zabraknie. Firmy będą ich potrzebowały coraz bardziej, jeżeli myślą o sukcesie. - Bo tylko te, które inwestują we wzornictwo, wygrywają na rynku - twierdzi Lubińska z MOHO.



 

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Więcej o: