Białe studio młodego muzyka

Jak głośna może być biel, wie tylko ten, kto utonął w jej nadmiarze. - Koi, ale i potrafi hałasować - mówi właściciel białego mieszkania, młody muzyk. Taką aranżację wnętrz wyczarował mu najmodniejszy architekt z Sao Paulo Robert Migotto.

Kto tu mieszka? Młody muzyk
Gdzie? W Sao Paulo
Metraż: 95 m kw.

Napis na kominku najlepiej streszcza to wnętrze: Enjoy (ciesz się). Stworzone, by dobrze się tu bawić i skutecznie po tej zabawie odpocząć. O odpowiednią do tego formę zadbał rozchwytywany przez brazylijskich celebrytów architekt, autor najbardziej wysmakowanych apartamentów tej 20-milionowej metropolii. Odpowiednią, ale trochę dla siebie nietypową. Robert Migotto odstąpił w tym projekcie od swoich żelaznych reguł. Zwykle we wnętrzach daje pograć stylowym meblom i okładzinom z naturalnego drewna, eksponuje znakomite rzemiosło. Stylowe ramy obrazów i świetnej jakości ludwiki umieszcza w świetlistych apartamentach czy podmiejskich willach. Po prostu ulega urokowi klasycznej elegancji, dla której nierzadko organizuje otwartą, wzbogaconą nowoczesnym designem przestrzeń. Ale nigdy jej nie dematerializuje tak jak w tym projekcie nazywanym umownie Studio Rock, Love & Peace. Tutaj jeden jedyny raz posunął się do ekstremum - prawie sto metrów kwadratowych zanurzył w kadzi z białą farbą.

Wnętrza pełne muzycznych skojarzeń

Takie można odnieść wrażenie, patrząc chociażby na odrealniony, całkowicie biały stół bilardowy, który wydaje się jakimś niebiańskim, nieskalanym grzechem rywalizacji instrumentem. Wiszące nad nim sople abażurów ze szkła murano też nasuwają muzyczne skojarzenia - przytroczone do ostrych końcówek frędzle aż proszą, by nimi poruszyć, uderzyć o siebie i wydobyć z nich krystalicznie czyste dźwięki. Takiej właśnie atmosfery domagał się właściciel, młody i energiczny muzyk, który poprosił rodziców, by pozwolili mu na "totalną biel i totalny design". Jako tło do grania, oglądania filmów, słuchania muzyki, najchętniej w towarzystwie przyjaciół. Migotto zaproponował we wnętrzu biały uniform rozwibrowany połyskującymi powierzchniami: na podłodze płyty marmuru Crystal Thassos, na ścianach lakierowane na wysoki połysk panele albo wielkie lustra. Te ostatnie robią duże wrażenie, bo umieszczone na przeciwległych krańcach apartamentu jako okładzina dwóch otwartych na salon pomieszczeń: łazienki i kuchni. Z racji jednolitej kolorystyki i otwartości przestrzeni wanna w zasadzie stanowi element salonu, tak samo dozwolony jak akrylowa leżanka czy tapicerowane kanapy.

Zgodnie z sugestiami właściciela nie mogło zabraknąć wizjonerskich w formie mebli i dzieł sztuki. W salonie stanęły ażurowy fotel utkany z setek metalowych kółek i podłogowa lampa, która wygląda niczym wielokrotnie powiększona lampka biurkowa. Na ścianie zawisł obraz połyskującego jak dyskotekowa kula Buddy.

Białe mieszkanie z duszą

Brazylijski designer nie chciał jednak dopuścić, by wnętrze miało syntetyczny, odhumanizowany sznyt. Chciał, by to "studio rozrywki" miało też wyraziste cechy mieszkania. Stąd kilka form obłaskawiających - stylowa sofa (wprawdzie ze śnieżnobiałą tapicerką, ale z oryginalnymi, tj. nieskąpanymi w bieli, nogami), wazony wypełnione żywymi kwiatami czy podłoga w łazience wyłożona deskami na modłę pokładową. Przemycił także dywan, ten "rodzinny" łącznik pomiędzy sofą a telewizorem (tutaj rozmnożonym aż do trzech monitorów).

Młody właściciel nie kryje zadowolenia ze swojego białego królestwa. - Uwielbiam urządzać tu przyjęcia dla przyjaciół, a następnego dnia patrzeć, jak wszystko powoli wraca do normy - wyznaje. Może nad ranem, kiedy wszystko ucichnie, przeżywa taki moment, o którym śpiewał George Harrison w "Białym albumie" Beatlesów: "I look at the floor and I see it needs sweeping. Still my guitar gently weeps". Patrzy na podłogę, która wymaga pozamiatania, podczas gdy jego (biała oczywiście) gitara cicho łka.

Więcej o: