Wymarzony ogród.

Kapusta ogrodowa wygląda jak obrośnięta glonami rafa koralowa lub fantazja Salvadora Dali, a sosnę górską odmiany pumilio podobno łatwiej przeskoczyć, niż obejść.
Gdyby nie podobne potknięcia i niejasności, a także zbyt wysokie mniemanie wydawcy o kwalifikacjach użytkownika, "Wymarzony ogród" byłby wymarzonym programem dla beneficjentów ulgi budowlanej.

Na "Wymarzony ogród" rzuciliśmy się jak pies na kość. Nic dziwnego - jesteśmy wzorcowymi przedstawicielami grupy docelowej, z myślą o której tworzono ten program. Od niecałego roku mieszkamy we własnym, nowo wybudowanym domu i wraz z powitaniem pierwszej wiosny myślimy intensywnie o tym, jak zamienić ugór za oknem w zielony raj. Po kilku wieczorach spędzonych z tym programem mamy jednak coraz mniejszą chęć, by do niego wracać. Dlaczego?

Sosny inne, choć bliźniacze

Po roku mieszkania we własnym domu doszliśmy do dwóch wniosków:

Musi istnieć jakieś specjalne piekło dla nieuczciwych robotników budowlanych, bo zwykłe byłoby zbyt łagodną karą.

Projektowanie przydomowego ogrodu to zadanie arcytrudne, bo nawet relatywnie mały błąd - o wyborze i umiejscowieniu drzew nie wspominając - bardzo trudno naprawić. Rośliny rosną długo.

W "Wymarzonym ogrodzie" najbardziej zainteresowała nas encyklopedia roślin. Liczyliśmy, że załączone zdjęcia i omówienia będą dla nas inspiracją oraz rozstrzygną wątpliwości, czy z daną rośliną warto nawiązać długą i zażyłą przyjaźń. Mimo że autorzy opisali w encyklopedii aż około pięciu tysięcy roślin, mieliśmy uczucie niedosytu. Z kilku powodów.

Zdjęcia są małego formatu, często nieszczególnej jakości. Ideałem byłoby zdjęcie całej rośliny wyświetlane na pełnym ekranie, uzupełnione zdjęciem detalu: liścia,owocu lub kwiatostanu, bo często właśnie podobny drobiazg jest najistotniejszy przy podjęciu decyzji. Skompletowanie takiej biblioteki zapewne byłoby trudne, ale chyba gra jest warta świeczki. To może tylko pobożne życzenie, ale tak według nas powinny wyglądać zasoby idealnego programu o projektowaniu ogrodów.

Mocno konfunduje ilustrowanie tym samym zdjęciem różnych roślin. Dosłownie ta sama fotka towarzyszy wpisom o sośnie górskiej, sośnie górskiej "Columnaris", sośnie górskiej "Kobold", kosodrzewinie i sośnie górskiej odmiany pumilio. Nie jestem botanikiem, ale zakładam, że sosna górska "Kobold" to nie do końca to samo co sosna górska odmiany pumilio, zwłaszcza że podkreślają to opisy tych drzew. Pierwsza z sosen ma "szerokość 1,5 do 2 m" i takąż wysokość, a pumilio "szerokość do 3 m" i "wysokość do 1 m".

Różnica zasadnicza, ale i budząca pewne wątpliwości. Matka natura w swej szczodrobliwości może co prawda wszystko, ale nigdy jeszcze nie widziałem sosny trzykrotnie szerszej niż wyższej.

Zdjęcia to generalnie słaby punkt programu. Kłopoty z tworzeniem fotograficznej dokumentacji łatwiej zrozumieć w przypadku roślin rzadkich, egzotycznych. Trudno jednak o coś bardziej pospolitego niż kapusta ogrodowa. Ilustrujące je zdjęcie przypomina raczej jedną z fantazji Dalego niż jakąkolwiek roślinę. To nie wyjątek. Zdarzają się nawet takie kwiatki jak czarna plansza z żółtym napisem "Kein Bild vorhanden" przy śliwie domowej "Zimmers Fruhzwetschge".

Opisy to szczegółowe, ale nader suche wyliczenie danych: siła wzrostu, czas dojrzewania, czas kwitnienia, oświetlenie itd. Merytoryczne wątpliwości, jakie wzbudza choćby wspomniany przypadek z sosnami, każą jednak podchodzić do tych danych z rezerwą. Gdy czytaliśmy o rdeście Auberta, mieliśmy przed oczach zielone monstrum, które pożera płot sąsiadów. W "Wymarzonym ogrodzie" możemy wprawdzie przeczytać, że jest to "pnącze" o "wzroście szybkim", ale już dane o "wysokości 0,2 do 0,3 m" mogą prowokować do mylnego osądu. Domyślać się możemy, że autorzy opisywali rozwój niczym niepodpartej sadzonki, ale do wyobraźni bardziej przemawia inny opis tej rośliny, cyt. za magazynem "Kwietnik" z kwietnia br. (nr 88): "Rdest Auberta silnie rośnie (nawet do 5 m rocznie)".

Z kolei porównując notki o modrzewiach, chcielibyśmy usłyszeć, że modrzew polski jest bardziej odporny na choroby niż modrzew europejski. Takich przydatnych uwag bardzo brakuje.

Jaki płot, a jaka ławka?

Lepiej wypada zabawa w projektowanie przydomowego ogródka, po którym nawet można się na koniec przespacerować, by porównać efekt swych zabiegów z wyobrażeniami. Ustalamy rozmiar działki, ustawiamy na niej wybrany domek (dość spory wybór), a potem zajmujemy się resztą: budujemy płoty, wytyczamy drogi, rozmieszczamy rabatki i krzewy, sadzimy drzewa, a pod nimi stawiamy ławki, huśtawki lub altanki. Możemy usypywać górki lub sprawdzać, jak wysoko urośnie dana roślina. Zaprojektowany w dwóch wymiarach ogród oglądamy w formie już przestrzennej. Projekty da się zapamiętać, by w dowolnej chwili doń powrócić i zmodyfikować.

Możliwości przy tworzeniu wirtualnego ogródka mamy sporo, ale kłopot polega na tym, że "Wymarzony ogród" jest stosunkowo trudny w obsłudze. Wydaje się, że program ten mógłby zainteresować przede wszystkim panie domu, które z komputera korzystają okazjonalnie. Brak samouczka, który przeprowadziłby laika przez meandry programu krok po kroku, to duży minus. Brak przystępnej instrukcji obsługi w formie załączonej broszurki to minus jeszcze większy. Instrukcja jest dostępna tylko jako funkcja programu. To za mało.

Większość wspomnianych niedociągnięć można naprawić i mamy nadzieję, że kolejne wydanie "Wymarzonego ogrodu" okaże się bardziej udane. To pierwsza tego typu próba na polskim rynku, nie należy więc oceniać jej zbyt surowo. Osoby z zacięciem inżynieryjno-architektonicznym, mniej niż my zainteresowane biblioteką botaniczną, a bardziej przestrzenną organizacją ogrodu, zapewne będą w większym stopniu usatysfakcjonowane "Wymarzonym ogrodem".



Wymarzony ogród

Wymagania: Pentium 200 MHz, 32 MB RAM, napęd CD-ROM

Producent: INTERsoft

Cena 98 zł