Wnętrze w bieli

Gdy patrzymy na niebo przez okno samolotu, ogarnia nas spokój. Totalna biel, cisza w umyśle i relaks dla oka. Podobnego nastroju w swoim domu zapragnął właściciel tego apartamentu. Aranżację powierzył architektkom z Interium Studio Dorocie Kuć i Karinie Snuszce.

Robert zna się na sztuce, gra na fortepianie, lubi zwierzęta. Weekendy spędza w swoim XIX-wiecznym dworze w Podsędkowicach. Tam jeździ konno, słucha Ireny Santor i gotuje w stylowej kuchni, w której piętrzą się miedziane rondle. Jest romantykiem. Lecz opisać go w ten sposób, to jakby sportretować tylko pół twarzy. W każdy poniedziałek na scenę wkracza bowiem Profesjonalista, czyli Robert - poważny biznesmen, który w pracy nie uznaje sentymentów. Dla tej części siebie stworzył współczesne, neutralne, sprzyjające odpoczynkowi wnętrze w modernistycznej kamienicy z lat 30. w Warszawie.

- Biel pasuje tutaj szczególnie. W połączeniu z naturalnym światłem, które wpada do wnętrza ze wszystkich stron, znakomicie wydobywa grę światłocienia - mówi Dorota Kuć, architektka z Interium Studio, która wraz z Kariną Snuszką projektowała to mieszkanie. - Niewielkie ingerencje w pierwotny układ ścian działowych nadały wnętrzu rozmach - dodaje Karina. - Słupy pozostały widoczne. Zrezygnowałyśmy z podwieszanego sufitu, który mógłby ukryć podciągi. Poprzedni układ pomieszczeń jest więc doskonale czytelny - kontynuuje Karina. - Uniknęłyśmy za to podziałów na posadzkach, co unifikuje przestrzeń - wtrąca Dorota. - Poza łazienką wyłożoną szarym gresem podłoga w całym mieszkaniu jest biała.

Nieopodal ulicy Koszykowej mamy założenie urbanistyczne zorganizowane wokół dwóch owalnych placów: Zbawiciela i Unii Lubelskiej, z osią w postaci ulicy Marszałkowskiej. Osiowość i symetrię projektantki dostrzegły też w architekturze budynku, w którym znajduje się apartament. - Zdecydowałyśmy się przenieść do mieszkania motyw owalnej klatki schodowej - Dorota wspomina jedno z rozwiązań. - Ściana w formie łuku znajdowała się tu fragmentarycznie, pociągnęłyśmy ją dalej. Osiowość podkreśla centralne położenie lampy w holu. Po obu stronach wąskiego korytarza są lustra. A w łukowatych ścianach mieszczą się symetryczne wnęki.

Architektki wprowadziły podział na strefę dzienną, dostępną dla wszystkich, i prywatną z sypialnią, łazienką, garderobą oraz pralnią. Linię podziału wyznacza ściana z muralem. - Zaprosiłyśmy do współpracy grafika Tymka Jezierskiego. Jego dzieło, chociaż wygląda jak mural, jest tapetą. Poszukując tematu, z początku myśleliśmy o tym, żeby podkreślić modernistyczny charakter kamienicy. Miała to być odbudowa Warszawy w latach 40. Ale stanęło na... ruinach. Żartujemy, że to odniesienie do dworu na wsi, tyle że w formie zdekonstruowanej. Z tym specyficznym nastrojem łączy się forma lampy w holu i nietypowo załamana ściana z ironicznym napisem "Tiffany & Co" w łazience dla gości.

Kuchnia w tym mieszkaniu to po prostu "rozszerzenie" salonu. A w niej meble zrobione na miarę przez włoską firmę Varenna Poliform, którą w Polsce reprezentuje showroom Mood. - Jest to bardzo ciekawy system szaf wysokich z przesuwnymi drzwiami. W ten sposób osiągnęłyśmy założony cel, którym było odejście od epatowania urządzeniami kuchennymi. Nie wiadomo, co za tymi drzwiami się znajduje: mogłaby tam być garderoba albo biblioteka - wyjaśnia Dorota.

Zaskoczenie wywołuje grafitowa łazienka - na jej ścianach zawieszono symetrycznie olejne portrety. Znalazły się tutaj, jak twierdzą projektantki, "trochę dla żartu". - Gdyby pomalować ten duży, bo liczący prawie 20 metrów kwadratowych salon kąpielowy na biało, stopiłby się z resztą mieszkania - zwraca uwagę Karina. - Starałyśmy się, by efekt był nowoczesny, ale nawiązywał do historii wnętrza - dopowiada Dorota. - Mamy tutaj fazowane lustro i wannę o klasycznej, eleganckiej linii. A jako oświetlenie służą, dla kontrastu, jarzeniówki w plastikowych ramkach.

Sypialnia to dobry przykład naszej metody: poszukiwania równowagi między harmonią a chaosem - zauważa architektka. Wszystkie elementy zostały ułożone symetrycznie, ale lampy po obu stronach łóżka są różne. W całym mieszkaniu świadomie podkreśliłyśmy osiowość. A potem, z czystej przekory, rozbiłyśmy ją tu i ówdzie. - Gdy z białego pokoju nagle wchodzi się do mrocznej łazienki albo do toalety wprost na turkusową ścianę, wrażenie jest piorunujące - uśmiecha się Karina. - Zamierzony kontrast przełamuje spójność kolorystyczną całości, a równocześnie podkreśla nieskazitelną biel reszty pomieszczeń.