Wnętrza: mieszkanie w widokiem na Wezuwiusza

Działają lokalnie, ale myślą globalnie. Dlatego wnętrza, które tworzą architekci z Zetastudio, zachwycają pod każdą szerokością geograficzną. W myśl zasady: mało detali, dużo dramaturgii.

Stożek Wezuwiusza albo szmaragdowe lustro Morza Śródziemnego - oto, co najczęściej wkrada się w okna apartamentów i domów urządzanych przez Zetastudio. Można śmiało powiedzieć, że Giuliano Andrea dell'Uva i Francesca Faraone, którzy 10 lat temu założyli swoją pracownię, zapanowali nad Neapolem i jego okolicą w dziedzinie projektowania niczym słynny wulkan nad tutejszym pejzażem. Z kreślarskich stołów włoskiej pary schodzą dziś domy, o których mówi się, że są pięciogwiazdkowe, tak jak najlepsze hotele.

Najczęściej i najchętniej wkraczają do wnętrz z duszą, np. do starych kamienic; sprawdzili się też jako projektanci butików i restauracji. Świetną ilustracją ich sukcesu jest Capri Suit - mikroskopijny butikowy pensjonat na wyspie, który pokazało już co najmniej kilkadziesiąt czołowych magazynów wnętrzarskich. Capri Suit to zaledwie dwie sypialnie (jedna z akcentami błękitu, druga - cytryny) i salon z kominkiem, ale - i to jest największym wizualnym atutem - urządzone pod wielkimi sklepieniami dawnego XVII-wiecznego klasztoru. Rysowany cienką kreską nowoczesny design wpisany w historyczne mury robi oszałamiające wrażenie. Projektanci z wielkim smakiem scalili żywe plamy koloru z kostropatymi murami i śladami polichromii. Takie projekty to ich specjalność. Pozwalają starym neapolitańskim willom czy wakacyjnym domom wiszącym na skałach bajkowych wysepek Capri i Ischii zachować swe korzenie, a lifting, który zaprowadzają, stanowi esencję estetyki XXI wieku. Oryginalność i brawura osiągane są niewielkimi, bardzo celnymi środkami wyrazu.

Rzadko trafiają im się zlecenia takie jak to - dom bez historii, pomieszczenia "kwadratowe" i widoki głównie na sąsiednie posesje. Aż prowokował ciemnym wnętrzem, bo korytarz biegnący pośrodku skutecznie blokował przepływ światła. Żal, bo dom wystawiony był na działanie promieni słonecznych jak mało który w okolicy o dość zwartej zabudowie. Architekci zrobili wszystko, aby zjawisku świetlnej osmozy stało się zadość. Kuchnia ze szklanymi ścianami stała się centralnym przezroczystym boxem, który przepuszcza światło. Podobną rolę, choć w mniejszej skali, pełni kominek w salonie - można przez niego patrzeć na zewnątrz, bo w tylnej ściance ma wmontowane okno.

Wnętrza są zdominowane przez biel, ale w strategicznych miejscach postawiono mocne akcenty koloru, aby przestrzeń nie zatarła się i zanadto nie schłodziła. Mięsistych barw dostarczają meble, których wybór odgrywa w tym domu kluczową rolę. To one właśnie czynią tę przestrzeń niezwyczajną. Poza wszystkim respektują też historię rodziny, która wśród nich zamieszkuje.

I tak oto z pewnym zdziwieniem musimy przyznać, że XVIII-wieczny neapolitański sekretarzyk wytrzymuje obecność futurystycznej jaskrawożółtej sofy Raro Design, a ażury rokokowej konsoli wchodzą w epokowy dialog z geometrycznymi ażurami krzesła Konstantina Grcica. Stare spotyka nowe czasem dość przekornie. Bo przecież zdjęcie współczesnego fotografika Luciano Romano, przedstawiające ciąg marmurowych posągów nagich mężczyzn, wnosi do wnętrza element antyczny. Równocześnie jest to praca pełna humoru, żywa, bardzo teraźniejsza - postacie przypominają poklatkowo sfotografowaną scenkę. Inny przykład znajdziemy w... pralni. Jest zgeometryzowana i minimalistyczna, ale stoi w niej kubiczna umywalka z karraryjskiego marmuru, która wraz z najbardziej tradycyjną pod słońcem baterią wydaje się czymś antycznym, ponadczasowym i stylowym. Bez takiego elementu pralnia byłaby tylko technicznym w wyrazie pomieszczeniem gospodarczym.

Prostota, z jaką dell'Uwa i Faraone odmieniają, zaczarowują wręcz wnętrza, to ich największy atut. Trzeba zaznaczyć, że wizjonerskich pomysłów nigdy nie wcielają w życie kosztem funkcjonalności. Wprost przeciwnie - niektóre malownicze rozwiązania (jak kominek z okienkiem) wywodzą się z ograniczeń, utrudnień. Tak samo było z kuchnią, która zmienia funkcję i łączy się z salonem albo od niego oddziela w zależności od potrzeb. Za mało było w niej  miejsca, by w jednym pomieszczeniu pozwolić sobie na ciągi blatów, wyspę i stoły. Pośrodku stanął więc corianowy mebel-kombajn - wyspa kuchenna, która raz jest platformą roboczą, a raz zwykłym stołem czy barem. Z kolei sofa w salonie musiała być zrobiona na zamówienie, by maksymalnie wykorzystać przestrzeń, zapełniając ją jednym, a nie kilkoma meblami.

Nigdzie nie znajdziemy bezużytecznych detali czy dekoracji "przywiezionych z podróży". Tu liczą się prawdziwe dzieła sztuki. I chodzi nie tylko o rzemiosło sprzed lat trzystu czy pięćdziesięciu (np. imponujący vintage'owy żyrandol marki Venini), ale też o wyłowione z oceanu współczesnych fotografii kadry Romano. Są w tym domu jak dodatkowe okna na świat.