Mieszkanie z nutą designu

Paulina i Tomek lubią się otaczać designerskimi sprzętami. Snobizm? Niekoniecznie. Dobra marka znaczy dla nich - dobra jakość.
Dzwoniąc do Pauliny, można czasem usłyszeć nagrany przez nią na sekretarkę komunikat: "Jest czas na rozmowy. Jest czas na pracę. Teraz pracuję". To cytat z kultowego francuskiego architekta i projektanta Philippe'a Starcka. Paulina ukończyła marketing, ale kilka lat temu związała się zawodowo z firmą Allmendinger współpracującą z najbardziej cenionymi producentami designerskich mebli. Dziś jest chodzącą encyklopedią designu XX wieku, a piękne meble stały się jej pasją. Te zainteresowania podziela mąż Tomek, z zawodu informatyk.

Decyzję o kupieniu mieszkania na Bałutach, w najstarszej części Łodzi, podjęli szybko. Skusiła ich atrakcyjna cena, odpowiadający ich potrzebom rozkład pomieszczeń i mnóstwo zieleni za oknem.

Paulina i Tomek prowadzą dom otwarty. Zależało im jednak, by między strefą dzienną a nocną (prywatną) była wyraźna granica. Na razie dzielą mieszkanie z trzema szynszylami i Mishą - kotem rasy rosyjskiej, jednak lada dzień pojawi się na świecie Oliwier Tymon. Dzięki temu, że jego pokój będzie oddalony od części dziennej, nie będą musieli radykalnie zmieniać swoich przyzwyczajeń.

Chociaż oboje są zwolennikami zimnych kolorów, zwłaszcza bieli i szarości, w każdym pomieszczeniu jedną ze ścian postanowili pomalować na mocny kontrastowy kolor. W pokoju dziennym jest to energetyzujący pomarańczowy, a w sypialni - intensywnie różowy. Do przyszłego pokoju dziecka zamierzają natomiast wprowadzić uspokajającą zieleń.

Aranżując przestrzeń mieszkania, gospodarze zadbali przede wszystkim o to, by go nadmiernie nie zagracić. Właśnie dlatego książki, które zdaniem Pauliny nie pełnią funkcji dekoracyjnych, zostały pochowane w szafach. Mebli, zgodnie z założeniami, nie ma tu zbyt wiele. Jak nietrudno się domyślić, nie mogło wśród nich zabraknąć dzieł sygnowanych nazwiskami słynnych światowych projektantów, które właściciele bardzo sobie cenią między innymi za ponadczasowość. Z tymi oryginalnymi przedmiotami zgodnie sąsiadują "zwykłe" sprzęty kupione w Ikei i Castoramie.

Paulina podkreśla, że oprócz wrażeń estetycznych bardzo ważna jest dla niej jakość i funkcjonalność przedmiotów. Nie ukrywa jednak, że niektóre meble stoją w domu tymczasowo - dopóki gospodarze nie zdobędą pieniędzy na spełnienie paru marzeń.

W przyszłości chcieliby na przykład dokupić jeszcze kilka modułowych szafek, tzw. USM. Zostały zaprojektowane na początku lat 60. przez szwajcarskiego architekta Fritza Hallera i do dziś są produkowane w niezmienionej formie. Zaś miejsce bordowej kanapy stojącej teraz pod oknem we wnęce salonu ma zająć wymarzony przez panią domu designerski szezlong.

Zdaniem właścicieli otaczanie się cenionymi markami to nie przejaw niezdrowego snobizmu, lecz przede wszystkim ukłon w stronę dobrej jakości. Sprzęty w ich mieszkaniu, choć stanowią część kolekcji, nie są przeznaczone jedynie do podziwiania - służą im na co dzień. Czasem tylko Paulinę boli serce, gdy niesforny Misha ostrzy pazurki o jakiś ważny dla niej mebel.

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Rafał Lipski