Na odwrót

Ona dużo mówi. On milczy. Ona lubi rozmach. On jest precyzyjny. W czasie remontu uniknęli awantur, bo on powiedział: Ty zrobisz to lepiej

U poznańskich inżynierów i ekonomistów pyłek nie miał prawa znaleźć się na podłodze. Tak było w rodzinnym domu Kasi. W artystycznej rodzinie Mateusza - odwrotnie. - Dzieci są wspólne, reszta jest oddzielna - rzuca Mateusz. To nieprawda, bo mają ten sam zawód architekta i wspólne mieszkanie. Choć rzeczywiście nie pracują razem. Mają oddzielne pracownie projektowe. - Ciągle walczymy o to, kto z nas jest mądrzejszy - drwi Kasia.

Fot. Michal Mutor / AG

Fot. Michal Mutor / AG

On uwielbia gładź, ona - ślady po kleju. On jest drobiazgowy, precyzyjny, w projektowaniu szuka porządku. Ona lubi rozmach. Tak jakby poszli w ślady swoich rodzin, tyle że na odwrót (choć w życiu Kasi na pewno nie ma artystycznego nieładu, plan dnia jest precyzyjny: 9-16 - praca, od 17 - czas dla dzieci).

Fot. Michal Mutor / AG
Fot. Michal Mutor / AG

Czarna ściana to wynik oswajania mieszkania przez gospodarzy dla swoich potrzeb. Miało zostać sprzedane, więc całe było w jasnych kolorach, bo takie lubi się powszechnie. Czarne komody w tle (100 zł/szt.) pochodzą z aukcji mebli w ambasadzie USA


Jeśli klient chce nieznacznie zmienić coś w projekcie, dla Mateusza oznacza to, że całą koncepcję szlag trafił. Kasia nie lubi stylizować, zachęca klientów, by urządzali się sami. - Najważniejsza jest funkcjonalna przestrzeń, którą projektuję ja. To sprawa obiektywna. Wyposażenie to już sprawa subiektywna. Dobiorę przedmiot do człowieka i okaże się, że pasuje jak pięść do nosa. Ale to Mateuszowi jest obojętne, jak wygląda jego mieszkanie. - Zależy mi tylko na tym, żeby było jasno - mówi Mateusz krótko.

- W związku z tym jest ciemno. Mamy ładne lampy, które słabo świecą - drażni się Kasia. Jak podczas remontu nie doszło do awantur? Mateusz podobno rzekł: 'Kasiu, ty zrobisz to lepiej'. - Ja byłam zadowolona, że mnie docenia. A Mateusz wymyślił cwany wybieg: ktoś odwali za niego robotę.

Fot. Michal Mutor / AG

Fot. Michal Mutor / AG

Tatamat i Gucio na zdjęciu w sypialni. Przy łóżku techniczne lampy ze sklepu, u sufitu zdobyczny klosz

Fot. Michal Mutor / AG

Fot. Michal Mutor / AG



Punktem spornym nie był wybór miejsca zamieszkania. - Żoliborz to najbardziej przyjazne miejsce w Warszawie. Bo ma tradycję spółdzielczą, wspólnotową. Nawet dziś ludzie czują się tu odpowiedzialni za dom, teren wokół - opowiada Kasia. - Spółdzielnia wyznaje zamordyzm, fakt. Ale to działa. Psom nie wolno robić kupy na trawę, a dzieciom po niej biegać. Ludziom łatwiej się identyfikować z miejscem zadbanym. Żoliborz to takie miasto w mieście - z ukochaną piekarnią, ukochanym warzywniakiem.

Dom należy do spółdzielni nauczycielskiej z 1928 roku. Sam jeden, długi jak wąż, wije się i zamyka wokół dużego podwórza - odrębnego, intymnego świata z iglakami, magnoliami, ławkami, wychuchanym placem zabaw. Można poczuć się jak u siebie.

Fot. Michal Mutor / AG

Fot. Michal Mutor / AG

Obraz Bogackiej prowadzi do toalety

Fot. Michal Mutor / AG

Fot. Michal Mutor / AG



 

Jak u siebie Baumillerowie poczuli się tu po sześciu latach. - Mieszkanie nabierało rozpędu - tłumaczy Kasia. I zaraz fachowo siebie poprawia: - Ale proces twórczy został zachwiany, bo zabrakło głównej myśli i jej konsekwentnej realizacji. Mieszkanie przechodziło przemianę długofalową.

Najpierw mieli je sprzedać. - Miało być dla każdego, czyli dla nikogo. Poddałam się myśleniu o gustach utylitarnych - przyznaje Kasia. - I stąd jasne kolorki. Gdy okazało się, że zostajemy, zaczęłam je oswajać po naszemu. dla Kasi mieszkanie zostało naznaczone. - Chciałam się odciąć od ciemnych fluidów. Stare mury chciałam zapisać na nowo własną ręką. I to był błąd, niezależnie od tego, czy duchy przeszłości istnieją, czy nie.

- Duchy zaklęte w przedmiotach? Hm... - przerywa Mateusz. - Ja wierzę tylko w czarnego kota. Jak mi przebiegnie drogę, wiem, że się spóźnię.

Fot. Michal Mutor / AG

Fot. Michal Mutor / AG

W pokoju synów część starszego Gucia, entuzjasty środków lokomocji - ich obrazki pochodzą ze znaków drogowych

Starocie pojawiły się, ale powojenne - krzesła ze stadniny koni, fotel ze śmietnika, lampy z Allegro. W 2003 roku Kasia z przyjaciółmi Agnieszką i Maćkiem Kossowskimi założyła sklep Re:FORMA. Głównie z wzornictwem z lat 50., 60., "bo wtedy ważna była forma najzwyklejszych przedmiotów - kubka, noża - które projektowali najwybitniejsi projektanci". Stare formy odczytywali na nowo, przemalowując, łącząc części różnych mebli, dobierając współczesne obicia. Po dwóch latach decyzja zapadła: 'Nie możemy prowadzić sklepu, jesteśmy architektami i nie mamy już po 20 lat'. Przywiązanie do stylu fusion pozostało. Cytaty z przeszłości wprowadzają niepowtarzalność - w tym temacie dziś między Kasią a Mateuszem panuje zgoda.


Gdyby urządzali swoje mieszkanie jeszcze raz, Mateusz wprowadziłby jedną zmianę - wydzieliłby pokój dla siebie. Z komputerem, oknem i bardzo grubymi drzwiami.



Źródło: Wysokie Obcasy

Więcej o: