Kwiatowy spektakl na przystanku autobusowym

Do niedawna miejsce nie wyróżniało się niczym. No, może ziemia wokół kiosku była bardziej wydeptana.

Miejsce

Można uznać je za symbol wielkomiejskiej cywilizacji. Sześciopasmowa ulica Puławska, wiecznie zatłoczona "wylotówka" na południe Warszawy, gdzie rosnące wzdłuż jezdni drzewa walczą o przetrwanie. Z roku na rok mniej zieleni przybywa za to wielkoformatowych reklam i samochodów. Okolica, która kiedyś była dalekim przedmieściem, dziś jest częścią Ursynowa, jednej z jej największych dzielnic stolicy. Na skrzyżowaniu apteka, sklep spożywczy, przystanki autobusowe i kiosk z gazetami. Czekający na autobus omiatają przestrzeń zmęczonym wzrokiem i każdy rusza w swoją stronę.

Czas

Lato 2013. Pewnego czerwcowego dnia przed kioskiem, któremu przechodnie dotychczas nie poświęcali nawet spojrzenia wyrasta ogród. Przyciągają spojrzenia duże, kolorowe kępy kwitnących bylin. Ludzie zaczynają komentować zjawisko. Jak zwykle reakcje są przeróżne. Jedni ucieszeni i mile zdziwieni, inni sceptyczni i trochę nieufni, podejrzewają jakąś akcję reklamową, albo wizytę ekipy z kamerą kręcącej odcinek jakiegoś serialu... Jest o czym pogadać na przystanku.

Osoby

Grażyna i Piotr od półtora roku prowadzą ten kiosk z gazetami. Mieszkają niedaleko.

- Codziennie spędzamy tu wiele godzin i nie mogliśmy patrzeć na tę pustynię dookoła - mówi pani Grażyna. W zeszłym roku wymieniano wzdłuż ulicy rury i nawet trawnik przestał istnieć. Wykonawca obiecał jego rekultywację, ale jakoś mu "nie wyszło", więc postanowiliśmy wziąć sprawę w swoje ręce. Mój mąż jest prawdziwym pasjonatem ogrodnictwa, a ja przy nim wciągnęłam się w temat. Razem tworzymy Zielony Super Duet. Zarząd dróg miejskich udzielił nam pozwolenia na zagospodarowanie kilkunastu metrów zdewastowanej ziemi wokół miejsca pracy. Przedstawiliśmy z grubsza koncepcję tego, co zmierzamy zrobić i wystartowaliśmy...

Akcja

Pracowali po zmierzchu, prawie w nocy. Przekopali pas ziemi wzdłuż chodnika vis a vis kiosku. Wymienili podłoże dając dobrą ziemię ogrodniczą i posadzili byliny. Od razu duże, dorosłe kępy, które pozyskali z zaprzyjaźnionego ogrodu. Swoją kwiatową rabatę ochronili dyskretnym płotkiem z metalowych prętów. Pani Grażyna dodała do dekoracji kilka dużych kamieni i bryły łamanego szkła. Czekali w napięciu jak zareagują przechodnie.

- Niektórzy znajomi, którym opowiadaliśmy o naszych planach, zniechęcali nas. Zobaczycie, że wszystko wam podepczą i rozkradną, krakali - mówi pani Grażyna - tymczasem reakcja ludzi była fantastyczna! Zaczęli zagadywać, chwalić pomysł. Niektórzy przechodnie podchodzili bliżej, bo myśleli, że to wszystko sztuczne. Generalnie ludzie dziwią się, że tak świetnie wszystko rośnie. Żartujemy, że to GMO, i dlatego takie odporne... tymczasem po prostu podlewaliśmy rośliny przez całe lato - czasami nawet dwa razy dziennie!

Integracja

No i dzięki temu skrawkowi zieleni stało się coś ciekawego. Rozpoczął się proces sąsiedzkiej integracji. Niektórzy przynieśli kolejne rośliny. W ten sposób na rabacie przybyła kępa kocimiętki i ozdobny rącznik. W ogóle większość roślin posadzonych tutaj to okazy "zdobyczne". Zbierane i podarowane. Więc ogródek jest trochę wspólny. Nawet okoliczni bezdomni go zaakceptowali. Za paczkę papierosów pomagają podlewać. Nikt nie gania w poprzek, nie skraca sobie drogi do przystanku przez kwiaty, nie depce. Prawie cud.

W pobliżu kiosku Grażyna i Piotr posadzili też kilka krzewów - derenie, irgę, jarzębinę - żeby było coś zimą. Z tyłu za budką wspina się wilec 'Morning glory' - którego nasiona pani Grażyna przywiozła od koleżanki z Freiburga.

Jeździmy trochę po Europie i przyglądamy się zieleni w miastach. "Wiele można się tak nauczyć" mówi - tymczasem cieszymy się naszym mini-ogródkiem, a ludzie cieszą się razem z nami. Bo w sumie, to naprawdę fajna zabawa.

Małgorzata Łączyńska