Ogród szczęścia! [Wasze ogrody]

Pani Zdzisława Portka z Cybinki nie bez powodu uważa siebie za dziecko szczęścia. Mieszka w domu z ogrodem. A ogród to wielka pasja naszej czytelniczki - radość sprawia jej każda spędzona tu chwila.

Nasza działka nie jest duża - ma około 12 arów. Początkowo był to sad z warzywnikiem, ale z biegiem czasu zaczęliśmy wraz z mężem przekształcać go w ogród rekreacyjny. Dzisiaj mamy i jedno, i drugie, bo zostawiliśmy kilka grządek na uprawę warzyw, jest też część z drzewkami owocowymi. Zawsze jest dużo zajęć, ale wcale mi to nie przeszkadza. Po prostu bardzo lubię wszystko, co jest z nim związane. Nawet wysiłek przy pracy w ogrodzie traktuję jako relaks!

Ogród jak kalejdoskop

Ogród podzieliliśmy na strefy, zróżnicowane tak ze względu na charakter, jak i roślinność. Przedogródek to królestwo moich ukochanych azalii, którym towarzyszą bukszpany, płożący jałowiec, magnolia, grujecznik japoński i cedr libański.
Granice trawnika wyznacza z jednej strony szpaler świerków białych 'Conica', z drugiej zaś - skalniak z miodunką pstrą, zawciągiem nadmorskim, rozplenicą japońską i kostrzewą siną. Górują nad nim buk płaczący zielony i czerwony, katalpa i klon palmowy Shirasawy, szczególnie urodziwe na tle żywopłotu z ligustru.

Część przy altance i grillu, z małym rondem lawendowym pośrodku, objęły w posiadanie kwiaty. Wiosną pysznią się tu rośliny cebulowe: tulipany i narcyzy, natomiast lato należy do bylin: jeżówek, pysznogłówek, rudbekii, hortensji. Nad wszystkim wznosi się czerwony obłok perukowca podolskiego.

W starej części sadu powstał ogródek różany z fontanną i metalową altanką, wokół której rosną róże wielkokwiatowe, okrywowe i pnące oraz kalina koralowa. Tył ogrodu stanowi "lawendowe pole" z licznymi kępami lawendy i jukami ogrodowymi, wśród których "odpoczywają" stare korzenie.

Nasza wspólna pasja

Ostatnio moim hobby stało się formowanie iglaków, i to całkiem już wiekowych, które tnę w spirale, kulki itp. W ogrodowych pracach, szczególnie tych najcięższych, jak choćby układanie kamieni czy kopanie, pomaga mi mąż. Na szczęście on również złapał "zielonego bakcyla" - i dzięki temu prace idą nam pełną parą. Sama z pewnością bym sobie nie poradziła.