W parlamencie toczą się zaawansowane prace legislacyjne nad nowelizacją ustawy o gospodarce nieruchomościami, która może trwale przemodelować politykę mieszkaniową w Polsce. Głównym założeniem procedowanych przepisów jest odebranie radom gmin uprawnienia do stosowania wysokich bonifikat przy sprzedaży mieszkań komunalnych. Obecnie obowiązujące prawo pozwala samorządom na obniżanie ceny wykupu lokalu nawet o kilkadziesiąt proc., co w skrajnych przypadkach oznacza zbycie nieruchomości za symboliczną ułamek jej rynkowej wartości. Planowana zmiana ma wymusić na władzach lokalnych wycenianie mienia komunalnego wyłącznie na warunkach rynkowych lub zachowanie go w publicznym zasobie. Dla porównania, dane gromadzone przez serwis Domiporta.pl, który publikuje średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym, dobitnie pokazują, jak duża jest dziś rynkowa wartość nieruchomości w stosunku do kwot uzyskiwanych przy uldze samorządowej.
Zgodnie z wciąż obowiązującymi mechanizmami, decyzja o przeznaczeniu lokalu do sprzedaży leży w wyłącznej gestii gminy. Najemca nie ma roszczenia o wykup, jednak jeśli samorząd zdecyduje się na zbycie nieruchomości, wieloletniemu lokatorowi przysługuje prawo pierwszeństwa. Cenę ustala rzeczoznawca majątkowy, a następnie rada gminy może uchwalić bonifikatę, której wysokość zależy najczęściej od wieku budynku, stanu technicznego czy okresu trwania najmu. Nabywca musi jedynie pamiętać, że jeśli po preferencyjnym nabyciu zdecyduje się na szybki zysk i wystawi swój lokal jako mieszkanie na sprzedaż przed upływem pięciu lat, gmina ma prawo zażądać zwrotu zwaloryzowanej kwoty udzielonej zniżki. Nowy projekt ustawy całkowicie wykreśla ten mechanizm z porządku prawnego.
Praktyka wykupu mieszkań za ułamek ich wartości miała szczególne znaczenie w burzliwych realiach lat dziewięćdziesiątych. Przejście na gospodarkę wolnorynkową wiązało się z ogromnymi kosztami społecznymi, galopującą inflacją oraz drastycznym wzrostem bezrobocia wynikającym z upadku wielkich państwowych zakładów pracy. W tamtym czasie państwo wycofało się z dotowania spółdzielni mieszkaniowych, co doprowadziło do głębokiej zapaści w sektorze budowlanym.
W obliczu braku regulacji chroniących nabywców przed nieuczciwymi praktykami pierwszych deweloperów oraz przy ekstremalnie drogich i trudno dostępnych kredytach hipotecznych, masowe uwłaszczenie stało się wentylem bezpieczeństwa. Nabywanie lokali od spółdzielni czy upadających zakładów pracy za symboliczne kwoty było dla wielu rodzin jedyną szansą na odnalezienie się w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości i zabezpieczenie dachu nad głową. Ten historyczny proces stworzył w Polsce potężną klasę właścicieli nieruchomości, ale jednocześnie zapoczątkował trwający dekady drenaż publicznego zasobu mieszkaniowego, który z niemal dwóch milionów lokali skurczył się do niespełna ośmiuset tysięcy.
Współcześnie racjonalność ekonomiczna masowej wyprzedaży majątku komunalnego jest coraz częściej kwestionowana. Zwolennicy nowych regulacji argumentują, że pozbywanie się publicznych nieruchomości za kilka proc. ich wartości jest w obecnych realiach gospodarczych nieuzasadnione. Wskazują, że samorządy dysponują dziś narzędziami i funduszami na termomodernizację oraz remonty starych kamienic, a kurczący się zasób uniemożliwia prowadzenie skutecznej polityki socjalnej wobec najbardziej potrzebujących. Zwraca się również uwagę na nierówność wobec młodych ludzi, którzy aby zaspokoić potrzeby mieszkaniowe i kupić nowe mieszkania od deweloperów lub lokale z drugiej ręki, zmuszeni są do zaciągania wieloletnich, kosztownych zobowiązań kredytowych na wolnym rynku.
Z drugiej strony, projekt wywołał ogromne kontrowersje społeczne i falę negatywnych opinii podczas konsultacji. Przeciwnicy nagłego zniesienia bonifikat podnoszą argument naruszenia zaufania obywateli do państwa. Wiele rodzin zamieszkuje lokale komunalne od pokoleń, inwestując własne oszczędności w generalne remonty i dostosowanie substancji mieszkaniowej do współczesnych standardów, w oparciu o lokalne uchwały obiecujące możliwość preferencyjnego wykupu. Nagłe odcięcie tej możliwości jest postrzegane jako krzywdzące, zwłaszcza w sytuacjach, gdy procesy administracyjne przeciągały się latami, a o sukcesie w nabyciu lokalu decydowało wyłącznie tempo pracy urzędników.
W toku prac w komisjach sejmowych poszukiwane są rozwiązania kompromisowe. Pojawiła się między innymi propozycja poprawki, która zachowałaby prawo do bonifikaty wyłącznie dla tych najemców, którzy nieprzerwanie zamieszkują dany lokal komunalny od co najmniej dwudziestu pięciu lat. Strona rządowa, choć co do zasady popiera konieczność ochrony zasobu komunalnego, stanowczo podkreśliła konieczność poszanowania praw nabytych. Zalecono wprowadzenie przepisów przejściowych gwarantujących, że osoby, które przed wejściem w życie nowej ustawy zdążyły podpisać z gminą protokół uzgodnień warunków sprzedaży, będą mogły sfinalizować transakcję na starych, preferencyjnych zasadach.
Procedowany pakiet ustaw nie ogranicza się jedynie do blokady wyprzedaży majątku, ale wprowadza również innowacyjne rozwiązanie mające chronić najstarszych właścicieli nieruchomości. Paradoks historycznego uwłaszczenia polega na tym, że wielu seniorów dysponuje dziś mieszkaniami o ogromnej wartości rynkowej, żyjąc jednocześnie na skraju ubóstwa z powodu niskich świadczeń emerytalnych. Brak środków na podstawowe opłaty czy ogrzewanie sprawia, że stają się oni łatwym celem dla oszustów wyłudzających prawa do lokali pod pozorem opieki lub pożyczek.
Odpowiedzią na ten problem ma być instytucja najmu senioralnego. Zgodnie z założeniami, gmina zyska możliwość odkupienia mieszkania od osoby, która ukończyła sześćdziesiąty rok życia, z jednoczesnym zagwarantowaniem jej prawa do dożywotniego zamieszkiwania w tym samym miejscu na warunkach najmu komunalnego. Wypłata należności za nieruchomość mogłaby zostać rozłożona na wieloletnie raty, zapewniając seniorowi stały, dodatkowy dochód i bezpieczeństwo finansowe. Co istotne, w takich przypadkach nie obowiązywałyby standardowe kryteria dochodowe wymagane przy przydziale mieszkań z zasobu gminy. Całość proponowanych zmian wskazuje na wyraźny zwrot w krajowej polityce mieszkaniowej – od modelu powszechnej prywatyzacji do budowy silnego, chronionego prawnie sektora publicznego.