Co masz w środku: Aneta Szyłak

Trzecia odsłona cyklu "Co masz w środku" to jednocześnie kolejny odcinek "Z wizytą ", czyli odwiedzin u sprzedawców Patyna.pl. Trójmiejska kuratorka i szefowa fundacji Alternativa Aneta Szyłak stoi bowiem także za Szop60, doskonale znanym czytelnikom Patyny butikiem, specjalizującym się w powojennym polskim designie. Zaglądamy do gdańskiego mieszkania Anety, gdzie design miesza się ze sztuką współczesną, a żywe zwierzęta świetnie dogadują się z porcelanowymi.

Aneta Szyłak jest kuratorką wystaw mieszkającą w Gdańsku. Obecnie powierzono jej założenie muzeum sztuki współczesnej na terenach postoczniowych w ramach Muzeum Narodowego w Gdańsku. Indywidualnie i w zespołach przygotowała szereg międzynarodowych wystaw w Polsce i za granicą, miedzy innymi Nowym Jorku, Berlinie, Helsinkach, Wiedniu i Londynie. Jest prezeską Fundacji Alternativa organizującej Międzynarodowy Festiwal Sztuk Wizualnych Alternativa i byłą dyrektorką-założycielką takich instytucji jak Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia czy Instytut Sztuki Wyspa. Jej praca doktorska przygotowywana na Goldsmiths w Londynie poświęcona jest praktykom kuratorskim w Stoczni Gdańskiej.

instagram / Facebook: Szop60
blog Anety Szyłak

"W czarne lakierki Mamy – te ze srebrną dużą klamrą, o niewielkim obcasie – zmieściłam się po raz pierwszy i ostatni w okolicach dwunastki. Później, z przyspieszeniem godnym ery podboju kosmosu przerosłam ją o głowę, więc pożyczać to już mogłam co najwyżej klipsy. Zresztą wtedy Mama była już hipiską i z czarno-białych graficznych sukienek przeskoczyła w psychodeliczne spodniumy, japonki i złote koła w uszach, zaś szykowną małą fryzurkę zamieniła na długie, rozpuszczone czarne włosy bez grzywki. Ale ten pierwszy, zapamiętany podkorowo New Look, to był styl mojej bardzo młodej Mamy, której krawcowa mistrzowsko kopiowała trapezowe, geometryczne sukienki YSL i szykowne pastelowe płaszczyki z dużymi guzikami. I nie było to na Żoliborzu ani innej Saskiej Kępie, tylko w dwudziestotysięcznym miasteczku na północy Polski. Takim, w którym było kino, DKF „Stolem”, Amatorski Klub filmowy „Alka”, do którego należał Tata, a w którym powstałe filmy objechały jakiś czas temu najważniejsze światowe muzea w projekcie „Entuzjaści” Marysi Lewandowskiej i Neila Cummingsa. A my, dzieciaki, oglądaliśmy je dekady wcześniej, w lokalnym kinie przed jakimiś „Krzyżakami” albo innym „Aleksandrem Newskim”.

Uniwersalny styl projektowania dla masowej produkcji był umiejętnie upowszechniony i stał się wspólny. Dziś brak mi tej powszechności wiedzy i bliskości dobrych wzorów.

Mieszkaliśmy w bloku a potem w willi, która Tata – księgowy o ambicjach architekta – sam zaprojektował i zbudował tak jak umiał. Jego DIY oparte było o „Książkę o mieszkaniu” Jana Szymańskiego (1962) – autora, który nie tylko napisał, ale też narysował ten tom. Prosto i jasno przedstawiał tam zasady nowoczesnego projektowania, wytyczał relacje form i funkcji oraz sposoby właściwego operowania światłem. Książka w swej części poradnikowej niezwykle przydatna, tłumacząca też podstawowe zasady ergonomii i wzbudzająca entuzjazm do stylistycznych eksperymentów. Zabawna w swoim futurystycznym wymiarze i jakże naiwnej wierze, że postęp technologiczny przyniesie też trwałą zmianę gustów i wyborów na to co nowoczesne, piękne i funkcjonalne zaś my wszyscy będziemy dzięki temu szczęśliwi. Uniwersalna w niepokoju o dobrostan człowieka zagrożony złą organizacją przestrzeni. To na jej podstawie Tata robił swoje własne projekty, a jego rysunki mebli i aranżacji znalazłam, gdy książka przeszła w moje ręce.

Książka jest spracowana, bo Tata często nad nią siedział a i ja także, choć wydawała się nie być napisana dla tak małego człowieka. Była dla mnie pociągająca, a sposób jej graficznego zaprojektowania był dla mnie bardziej frapujący niż ten w książkach dla dzieci. Zapamiętałam ją na zawsze a dziś wiem, że zawarte tam porady nigdy się nie zestarzały.

ZOBACZ ZDJĘCIA >>

Dorastałam w okresie gdy dobre wzornictwo było powszechne i dostępne. Dzięki temu rodzice – bez żadnego specjalistycznego przygotowania – starannie pracowali nad nowoczesnym wymiarem swojego domu, dokonując bardzo dobrych wyborów estetycznych.

To doświadczenie, do którego po latach wracam, ale przecież zawsze we mnie było. Nie odzobaczyłam przecież nigdy świetnie zaprojektowanych mebli, porcelany ani tkanin. Styl, którego lekcje dostałam równolegle z chodzeniem z kijem pod pachami po domowym korytarzu (postawa!), dostępem do czasopism „Ty i Ja”, „Przekrój”, „Film” i „Ameryka” oraz „Młody Technik” oraz wspaniałego i zabawnego poradnika „Jak oni mają się ubierać” Kamyczka i Hoff, pochodził od nich i ich pasji stworzenia nowoczesnego i pięknego miejsca do mieszkania pełnego harmonii i światła.

W moim domu jest dużo współczesnej sztuki. Nie kolekcjonuję jej tak jak wzornictwa, jej obecność to dokument współpracy i przyjaźni z artystami. Harmonogram artystycznych fascynacji i decyzji. Teraz żyje w harmonii z przedmiotami użytkowymi, budując pewien rodzaj nastroju niemożliwy do osiągnięcia w muzeum i galerii. Jest częścią nie tylko mojej pracy ale też życia. W każdym dziele kryje się jakaś historia, którą znam inaczej, niż widz na wystawie. W pewnym sensie ich autorzy zawsze są ze mną.

Modernizm kazał nam wszystko przewidywać i planować, poddając nasz emocjonalny stosunek do przedmiotu estetycznymi formalnym rygorom. Próbuję łagodnie wahać się pomiędzy jego precyzją a spontanicznością osobistych wyborów. Jak pisał Jan Szymański. „Współczesny użytkownik jest ostatnim ogniwem łańcucha twórców”.

Decyzja o powrocie do tamtej estetyki powstała spontanicznie. Kupowałam właśnie mieszkanie w kamienicy w Gdańsku a na stole w ponad stuletniej kamienicy stał on – eliptyczny wazon z Chodzieży. Wokół stołu rozstawiono krzesła „Aga”. Zdecydowałam, że kupię, jeśli to towarzystwo tu pozostanie. Wraz z nimi załapała się jeszcze wersalka (w środku trawa morska – wybitna sprawa!), a cała gromada różnej proweniencji mebli kupowanych głównie w Internecie (budżet.) odzyskała blask u zaprzyjaźnionego tapicera.

Budynek pochodzi z początków XX wieku i jest jednym z niewielu tego typu, które w Gdańsku pozostały po wojennej pożodze. Mieszkanie widne, przestronne i słoneczne wzywało do pomysłów takich, które pozwolą przewietrzyć uparty eklektyzm ceglanej kamienicy. Nagle otworzyła się jakaś klapka w głowie i myśl o tej książce Szymańskiego.

Potem nie mogłam już przestać. Internet, lokalne targi. Mama zlitowała się i na któreś święta podarowała mi swojego „Krokusa” – najpiękniejszy z pięknych czarno-czerwony serwis do kawy. Wytaszczenie pierwszego znaleziska ze śmietnika było nieco krępującym doświadczeniem, dziś już oporów brak. Z czasem kolekcjonowanie pięknych przedmiotów stało się bardziej świadome, nie kupuję już wszystkiego. Wiele nabytków znalazło się u mnie w wyniku spontanicznej decyzji. Jednak gdy nie pasują do mieszkania ani nie wypełniają dziury w kolekcji, daję im szansę na życie u kogoś innego a sobie na doprecyzowanie zbiorów. Nie można mieć wszystkiego a moje możliwości przechowywania i finansowania mają swoje ściśle określone granice. Nie dążę też do efektu „z epoki” bo mieszkanie to nie muzeum wzornictwa, a harmonijny dom nie musi być stylistycznie jednorodny. Styl jest najlepszy wtedy, gdy coś go łamie. Spójność nadają kolory i światło.

Na Patynę trafiłam trochę przez Wysoki Połysk. Pojawienie się tej strony na FB zeszło się z czasem moich decyzji dotyczących nowego domu. Poszukiwałam tam podpowiedzi i znalezisk. Gdy pojawiła się Patyna założyłam sobie konto użytkownika raczej by kupować, ale potem zaczęłam także sprzedawać to, co wykracza poza ramy mojej kolekcji. W moim otoczeniu są też inni kolekcjonerzy, czasami również patynowicze jak Od rzeczy skład czy LovKov. To takie trochę „branżowe hobby”, bo narodziny współczesnego wzornictwa przypadają mniej więcej na okres pojawienia się zjawisk w sztuce, które rozpoznajemy jako współczesne. Potem okazało się, że na Patynie jest bardzo przyjemnie a kontakt z nabywcami to świetna przygoda. No i nagle powstał sklep Szop60, od nazwy zwierzaka, za którym przepadam – urok, osobowość i ekspresja na medal. Z lat sześćdziesiątych ma się rozumieć".

„Co masz w środku” to cykl pokazujący, jak żyją i mieszkają wielbiciele wzornictwa vintage, realizowany przez Patyna.pl oraz konta: Facebook, Instagram i Pinterest.