Czym w ogóle jest frutiger aero? Zacznijmy od garści faktów. Ta estetyka wizualna narodziła się nie w rzeczywistości, a sferze wirtualnej. We wczesnych latach dwutysięcznych internet dopiero raczkował i przypominał bardziej pełen koloru i błysków labirynt niż uporządkowaną, intuicyjną bibliotekę, z którą mamy do czynienia dzisiaj. Frutiger aero zrodził się pierwotnie w projektowaniu interfejsów (np. wyglądzie ikon programów, widoku poczty e-mail czy podglądzie strony internetowej). Choć mało osób zna nazwę tego nurtu, całkiem sporo by go intuicyjnie rozpoznało - najbardziej kojarzy się go z systemem oprogramowania Windows Vista. Można go łatwo rozpoznać po szklistych, pełnych refleksów i odbić światła gradientach, bardzo intensywnych barwach (szczególnie błękity i zielenie) oraz elementach tak zwanego skeumorfizmu, czyli fantastycznych wizualizacjach rzeczywistych obiektów. Najczęściej były to delfiny, bąbelki, wodne fale, tropikalne ryby, drzewa czy futurystyczne drapacze chmur. Choć kompozycje potrafiły być momentami naprawdę absurdalne, każda z nich niosła ze sobą pewien wewnętrzny spokój, beztroskę i niezaprzeczalny optymizm, dając poczucie łagodnej przyszłości oderwanej od problemów, harmonijnej i pełnej nieskrępowanej kreatywności.
Nurt ten przeniknął do architektury bardzo naturalnie - szybko uczące się nowego medium dzieciaki chciały mieć internetowy świat także w swoich pokojach. Właśnie tak pojawił się jeden z najsłynniejszych symboli FA we wnętrzarstwie - ruchoma lampa, w której podświetlany wydruk z rybkami przesuwał się z szumem, udając akwarium. Popularne były też podświetlane naczynia wypełnione przezroczystym lub kolorowym żelem i bąbelkami powietrza - tak zwane lava lamps. To właśnie wtedy na półkach sklepowych po raz pierwszy pojawiały się plazmowe kule z małymi piorunami i projektory rzucające na ściany pokoju falujące błękitne światło. Wyjątkową popularnością cieszyły się wówczas przezroczyste i półprzezroczyste meble, szczególnie poliwęglanowe krzesła typu "ghost" czy stoliki z akrylu. Chodziło o to, by nadać wnętrzu odrealnionej lekkości, a przestrzeń uczynić bardziej "cyfrową". Jak ognia unikano wtedy ostrych kantów - tylko krzywe, obłe linie, subtelne gradienty i fluorescencje. Obowiązkowe były także nawiązania do natury - jednak nie tej prawdziwej, w postaci roślin w doniczkach, a takie na plakatach z surrealnymi motywami i kolażami.
"Co tutaj ma budzić nostalgię?", może nasuwać się pytanie. Przecież to nie było tak znowu dawno temu. Cóż, to po prostu swego rodzaju złudzenie - od początku lat 2000. minęło już przecież ponad 20 lat. To oznacza, że większości fascynującego się nim pokolenia Z nie było nawet na świecie. Właśnie dlatego estetyki tamtej dekady stały się czymś w rodzaju retrofuturyzmu, który wcześniej bazował raczej na niepowtarzalnych latach 80. Nostalgia ta jednak sięga głębiej - owa beztroskość frutiger aero odwołuje się do "przyszłości, którą nam obiecano, a która nigdy nie nadeszła". Ta estetyka to dosłownie wyraz tęsknoty za utopijnym (w najlepszym tego słowa znaczeniu) światem, w którym panuje spokój, zgoda i harmonia - zarówno między ludźmi, jak i na linii przyroda - technologia. Do 2010 roku internet, jaki dzisiaj znamy był niemowlęciem w powijakach i nikt nie przypuszczał, jak z czasem może stać się przytłaczający, a niekiedy nawet wrogi. Dziś sieć jest już zmonetyzowana, zoptymalizowana i przewidywalna, wtedy zaś była kreatywnym, kolorowym wybuchem i nadawała bardzo optymistyczny ton wszelkim przewidywaniom przyszłości. Frutiger aero cofa nas do czasów sprzed optymalizowania wszystkiego, co tylko się da. Sprzed prostych interfejsów, sprzed czarno-białych kontrastów, sprzed chłodnego minimalizmu w architekturze. Wygląda na to, że ludzie zaczynają tęsknić za "ciepłą" technologią - błyszczącą, kolorową, przyjazną, trochę naiwną i dziecięcą. I cóż w tym złego?