Choć samo Dia De Los Muertos obchodzi się - tak jak u nas Wszystkich Świętych - na początku listopada, to w jego klimat utrzymuje się znacznie dłużej, niż tylko przez te dwa dni. Co więcej - w Meksyku to nie jest czas zadumy jak tylko kolorowa fiesta pełna muzyki, tańca i wystawnych uczt, podczas których żywi spotykają się symbolicznie ze swoimi zmarłymi. Wśród najważniejszych zwyczajów związanych z tym świętem znajdują się przede wszystkim ofrendas - ołtarze domowe pełne kwiatów, świec, zdjęć zmarłych, a także przysmaków, które lubili za życia. Najczęściej są to pan de muerto - słodkie bułki wypiekane specjalnie na tę okazję.
Inny smakołyk popularny w tych dniach to cukrowe lub czekoladowe czaszki - kalaveras. To właśnie one są najbardziej znanym i kojarzonym na całym świecie symbolem tego święta. Kolorowe zdobienia, misterne wzory wokół oczodołów, jaskrawe barwy - to wszystko sprawia, że tak zwane sugar skulls pojawiają się w popkulturze, designie i modzie coraz częściej. Podczas licznych parad i potańcówek w rytm muzyki granej na żywo przez zespoły mariachi, uczestnicy przebierają się w kostiumy szkieletów, a swoje twarze malują właśnie w kalaveras.
Wcieleniem tej meksykańskiej estetyki i jednocześnie ikoną święta jest Catrina - elegancka dama-szkielet w wielkim kapeluszu, ikona tego święta. Symbolizuje ona "demokratyczność" śmierci - to, przychodzi i po biednych, i po bogatych. Jak widać Dia De Los Muertos nie mogłoby być dalej od polskich zwyczajów z początku listopada - tutaj królują żywe kontrasty, rześkie i soczyste pomarańcze, róże i turkusy. Śmierć nie jest tu zimna i czarna, tylko oswojona i radosna.
Najczęściej przewijające się w dekoracjach, girlandach, dywanach i wiankach kwiaty to aksamitki, zwane przez Meksykanów cempasúchil - symbolicznie mają one prowadzić dusze światłem i zapachem do domu. Wbrew pozorom - i na przekór reszcie świata, ogólna aura tego święta jest bardzo pozytywna. Tutaj śmierć jest oswojona, roztańczona, przystrojona kwiatami, a uczestnikom towarzyszą głównie dobre, radosne wspomnienia. Wykorzystują ten czas do celebracji więzi rodzinnych, a duchy witane są jak najbardziej wyczekiwani goście. Folkowa stylistyka pełna jest tu wręcz komiksowych kresek, misternych, detalicznych ornamentów, symetrycznych wzorów i mandali.
Choć stawiana często w jednym rzędzie z Dia De Los Muertos, Santa Muerte to już zupełnie inna historia. Ta tajemnicza ludowa święta, czczona głównie w Meksyku i częściach USA, wyobrażana jest jako szkielet kobiety w długiej sukni. Często przedstawia się ją jako pannę młodą albo zakonnicę z kosą i kulą ziemską w rękach. Nie wyraża ona bestroskiej radości, a raczej mroczną miłość, pasję, siłę, zemstę, sprawiedliwość i ochronę. Czczą ją głównie ludzie społecznie wykluczeni, szczególnie osoby LGBT+ oraz "ludzie ulicy": biedni lub gangsterzy - słowem wszyscy, którzy uważają oficjalna religia ich nie chroni.
Proszą ją o zdrowie, ochronę, pieniądze, miłość. Stawia się jej ołtarze podobne do Día de los Muertos: świece, ofiary z alkoholu, papierosów, kwiatów. Jej estetyka jest już znacznie bardziej mroczna i mistyczna niż fiesta Día de los Muertos - dużo w niej świec, czaszek, figurek szkieletów, a klimat przypomina trochę miks religii, voodoo i okultyzmu. Spowija ją nimb „zakazanej świętości".
Jedną z osób wyznających Santa Muerte jest María, która na co dzień mieszka w stolicy Meksyku.
- Niektórzy postrzegają ją jako „ludową świętą", kogoś, kto rozumie trudności codziennego życia. Inni krytykują ją lub obawiają się jej z powodu powiązania ze śmiercią, a nawet z przestępczością, ponieważ czasami o jej ochronę proszą osoby wykonujące niebezpieczne zajęcia. Jednak dla nas, jej wyznawców chodzi bardziej o pocieszenie, uzdrowienie, miłość, dobrobyt i bezpieczeństwo - tłumaczy.