"Nasz nowy dom", emitowany w Polsacie od 2013 roku, od lat pokazuje spektakularne metamorfozy domów i mieszkań polskich rodzin. Przez dwie dekady za sterami programu stała Katarzyna Dowbor, a w najnowszym sezonie zastąpiła ją Elżbieta Romanowska. Zasada pozostaje jednak niezmienna: ekipa w zaledwie kilka dni odmienia życie bohaterów.
Choć widzowie przyzwyczaili się do entuzjastycznego "Wyremontujemy wasz dom!", raz w historii programu te słowa nie padły. To wydarzenie — wspominane dziś jako jedno z najbardziej wyjątkowych — dotyczyło odcinka z udziałem pana Grzegorza.
Pan Grzegorz, który po śmierci żony samodzielnie wychowywał kilkuletniego syna, mieszkał z nim w drewnianym domu w miejscowości Mamino. Budynek był w tak złym stanie, że trudno było uznać go za bezpieczny: zapadające się podłogi, nieszczelne okna, przeciekający dach i wilgoć w każdym pomieszczeniu. Kiedy prowadząca zobaczyła te warunki, nie kryła poruszenia.
Dowbor po wstępnych oględzinach przyznała, że ekipa nie jest w stanie przeprowadzić remontu w standardowym czasie. Dom wymagał gruntownej odbudowy, a nie szybkiej modernizacji. To jedyny moment w historii programu, kiedy prowadząca musiała odmówić remontu.
Choć renowacja budynku okazała się niemożliwa, ekipa znalazła alternatywę. Na tej samej działce stała stodoła w znacznie lepszym stanie technicznym. To właśnie ona została przebudowana na nowy, w pełni funkcjonalny dom dla rodziny.
Ostatecznie historia pana Grzegorza zakończyła się pozytywnie — choć w niecodzienny sposób.