Salon z kuchnią wygląda pięknie... Tylko na zdjęciach. Architekci mówią wprost: To sprytna pułapka

Otwarte przestrzenie w domach miały być symbolem wolności - brak ścian, więcej światła, wspólne gotowanie i rozmowy przy wyspie kuchennej. Ale czy każdy z nas naprawdę chce żyć na jednej scenie przez cały dzień? Coraz więcej osób wraca do zamkniętych pomieszczeń, a i architekci mówią wprost: w dzisiejszym swiecie ściany to luksus.
Połączenie salonu z kuchnią wygląda pięknie tylko na zdjęciach.
Canva

Otwarta przestrzeń? Raczej scena, z której nigdy się nie schodzi

Połączenie salonu z kuchnią i jadalnią to rozwiązanie szczególnie popularne w nowoczesnym budownictwie i mieszkaniach o mniejszym metrażu. Zwolennicy tego układu podkreślają, że największą zaletę stanowi jego przestronność - brak ścian sprawia, że wnętrze wydaje się większe, jaśniejsze i bardziej oddychające. Według architektki Barbary Brukalskiej, która jako pierwsza spopularyzowała aneksy kuchenne, w założeniu miał być to sposób na integrację osoby gotującej (wówczas głównie kobiety) tak, by nie była odcięta od rozmów z domownikami czy gośćmi.

Projekt wnęki kuchennej Brukalskiej opublikowany w czasopiśmie 'Dom, Osiedle, Mieszkanie' nr 1 z 1929r.
Projekt wnęki kuchennej Brukalskiej opublikowany w czasopiśmie 'Dom, Osiedle, Mieszkanie' nr 1 z 1929r. fot. archiwum Biblioteki Głównej Politechniki Warszawskiej

Choć to rozwiązanie nadal dominuje w mainstreamowym designie mieszkań, coraz więcej projektantów zauważa jednak minusy tego rozwiązania. Ba, dyskusja ta przesączyła się już do twórców internetowych z ogromną widownią zajmujących się nieraz zupełnie innymi tematami. Okazuje się, że "open concept" nie pojawił się w naszych domach przypadkiem, a raczej był efektem społeczno-ekonomicznej zmiany, która po cichu krok po kroku zawłaszczała to, co w życiu domowym najcenniejsze: zaplecze, kulisy codzienności. Według socjologa Ervinga Goffmana człowiek potrzebuje konkretnej, intymnej przestrzeni, w której może zdjąć społeczną maskę i przestać "występować". Tymczasem otwarty plan zmusza nas do nieustannej "gotowości scenicznej", jak aktorów, którzy nigdy nie mają przerwy - nawet gdy zmywamy naczynia, pozostajemy w roli gospodarza.

Projekt aneksu kuchennego Brukalskich opublikowany w 'Dom, Osiedle, Mieszkanie' nr 1 w 1929 r.
Projekt aneksu kuchennego Brukalskich opublikowany w 'Dom, Osiedle, Mieszkanie' nr 1 w 1929 r. fot. archiwum cyfrowe Biblioteki Głównej Politechniki Warszawskiej

W ten sposób dom przestaje być kulisami codzienności, a staje się 360-stopniową sceną. Nie ma już drzwi, które można przymknąć, kąta, w którym można odetchnąć bez bycia widzianym. Według teorii
"prospect refuge" czujemy się bezpiecznie wtedy, gdy widzimy innych, ale sami nie pozostajemy ukryci - a na przykład taka otwarta kuchnia działa totalnie odwrotnie. Wystawia nas na spojrzenia, ruch, bodźce. Nasze peryferyjne widzenie nie odpoczywa, a mózg nie przestaje filtrować detali: gąbki przy zlewie, migającej zmywarki, stosu papierów na blacie.

W ten sposób znika także i dawniej obecna hierarchia przestrzeni. Kuchnia - maszynownia, miejsce produkcji, oddzielone od salonu, w którym w czystości i komforcie celebrowano efekt końcowy. Dziś proces i rezultat stapiają się w jedno - goście widzą pot, pośpiech i kulisy przygotowań. Otwarty plan w praktyce okazuje się często po prostu sprytną oszczędnością dewelopera na ścianach i instalacjach - nieprzypadkowo w wysokobudżetowych domach pojawiają się znów "brudne" kuchnie - ukryte zaplecza dla pracy, podczas gdy reprezentacyjna część pozostaje nienaganna. Warto więc zadać sobie pytanie, co w danym momencie jest dla nas ważniejsze i rozważyć ciekawe kompromisy pomiędzy tymi dwoma opcjami - np. przeszklone ścianki, drzwi przesuwne, ażurowe regały czy mobilne przegrody, które pozwolą elastycznie zarządzać przestrzenią.

Moja osobista opinia: otwarta przestrzeń wcale nie poprawiła jakości naszego życia w domach. Po prostu usunęła drzwi, ściany, ciche kąty i możliwość bycia osobno, a nadal pod jednym dachem. Szczerze mówiąc… kto naprawdę lubi patrzeć na kuchnię pełną garnków i patelni, kiedy przyjmuje gości przy stole zaledwie kilka kroków dalej? Mam rację? Dla mnie to kolejny powód, dla którego stare domy są tak wyjątkowe.

Wąskie korytarze, zamknięte sypialnie - czy bariery to coś złego?

Tradycyjny podział na osobne pomieszczenia wraca dziś do łask - szczególnie wśród osób pracujących zdalnie i rodzin z dziećmi. Jak bardzo nam ich brakowało, dowiedzieliśmy się w bardzo bolesny sposób w trakcie lockdownów. Wtedy zamknięta kuchnia pozwala ukryć bałagan i odseparować strefę pracy od strefy relaksu, salon staje się rzeczywistym miejscem odpoczynku, a nie przedłużeniem kuchennego zaplecza, drzwi natomiast pełnią funkcję nie tylko fizycznej bariery, lecz także psychologicznej granicy - kiedy je zamykamy, symbolicznie kończymy jeden etap dnia i wchodzimy w następny.

Salon z kuchnią wygląda pięknie... Tylko na zdjęciach. Architekci mówią wprost: to sprytna pułapka
Salon z kuchnią wygląda pięknie... Tylko na zdjęciach. Architekci mówią wprost: to sprytna pułapka Canva

Głód takiego podziału ta spaja się z niezwykle popularną obecnie koncepcją miejsc trzecich - choć pojawiła się ona na przełomie lat 80. i 90., to wypłynęła na powierzchnię na fali postpandemicznej pracy zdalnej. Amerykański badacz Ray Oldenburg w swojej książce "The Great Good Place" wyróżnił trzy rodzaje miejsc - pierwsze to dom (przestrzeń prywatna), drugie - praca, szkoła (przestrzeń obowiązków i produkcji)... A trzecie? A trzecie to coś neutralnego, pomiędzy. Ani to, ani to. Nie ma sztywnych barier, każdy może do niego wejść, nie trzeba dużych pieniędzy, statusu, zaproszeń. Są tam stali bywalcy, a główną aktywnością jest rozmowa. To właśnie tam spotykamy się w luźnej atmosferze, nawiązujemy relacje, wymieniamy się pomysłami, budujemy wspólnoty, "plemiona". 

Zamknięta kuchnia typu frankfurckiego kiedyś i dziś wg projektu i pomysłu Margarete Schutte-Lihotzky
Zamknięta kuchnia typu frankfurckiego kiedyś i dziś wg projektu i pomysłu Margarete Schutte-Lihotzky wikimedia commons

Co mogłoby nimi być? Kawiarnie i herbaciarnie, bary, puby, biblioteki, świetlice i domy kultury, kluby sąsiedzkie, skwery i parki, niewielkie księgarnie z przestrzenią do siedzenia… Tymczasem klubów jak na lekarstwo - a jeśli już są, to przychodzą do nich głównie seniorzy. Na ławkach w parku częściej spotykamy osoby w kryzysie bezdomności niż inne grupy społeczne, a i do biblioteki mało kto dzisiaj chodzi (o ile na osiedlu w ogóle jakaś jest). W zaś kawiarniach napoje są już tak drogie, że w ich cenie spokojnie można byłoby sobie już ugotować cały obiad - to nieraz dla kilku osób. Jakby tego było mało - mnóstwo ludzi pracuje obecnie w pełni zdalnie, co sprawia, że wszystkie trzy miejsca są naraz jednym. Nic więc dziwnego, że takie funkcjonowanie na dłuższą metę doprowadza do frustracji.

Otwarta vs zamknięta przestrzeń - co dla kogo?

Kluczowe pytanie nie brzmi "co jest modne?", a raczej "jak żyjesz na co dzień i czego ci trzeba?". Jeśli cenisz wspólne gotowanie, masz niewielki metraż i lubisz poczucie przestronności - otwarta przestrzeń będzie dla Ciebie idealna niezależnie od tego, co sądzi ktoś inny. Gdy jednak potrzebujesz ciszy, pracujesz z domu, mieszkasz z małymi dziećmi, cenisz prywatność i możliwość "zamknięcia się" w swoim świecie - tradycyjny podział pomieszczeń może dać ci większy komfort psychiczny.

Salon z kuchnią wygląda pięknie... Tylko na zdjęciach. Architekci mówią wprost: to sprytna pułapka
Salon z kuchnią wygląda pięknie... Tylko na zdjęciach. Architekci mówią wprost: to sprytna pułapka Canva

Ciekawym rozwiązaniem jest projekt hybrydowy: częściowo otwarta strefa dzienna z możliwością czasowego oddzielenia kuchni lub gabinetu - coraz popularniejsze są drzwi przesuwne chowane w ścianę, przeszklone ścianki loftowe i lekkie systemy panelowe. Dzięki nim nie musisz wybierać zero-jedynkowo. Współczesne wnętrza dają elastyczność - dlaczego z niej nie skorzystać?

Czytaj jeszcze: Aneks kuchenny wymyśliła... Polka! Dzisiaj jest znany na całym świecie

Więcej o: