Pierwsza posiadłość - tytułowe Wichrowe Wzgórza, absolutnie nie przypominają romantycznego dworku z pocztówki. Wręcz przeciwnie - to przestrzeń ciężka, ciemna, niemal organiczna, która wygląda jak nora wykopana przez zwierzę w przemoczonej glebie. Kamienne ściany wydają się wiecznie połyskiwać wilgocią, drewno jest chropowate, zbutwiałe i nadgryzione czasem, a światło wpadające przez małe okna w nie wystarczy do oświetlenia wszystkich mrocznych zakamarków i tnie przestrzeń ostrymi smugami.
Kolorystyka tej części filmu opiera się na ziemistych brązach, głębokich grafitach i przygaszonych zieleniach - jakby dom wyrósł prosto z wrzosowiska i był częścią jego flory. To nie miejsce na dekoracje - meble są masywne, niemal toporne, a tkaniny ciężkie i grube. Gdy bohaterowie chowają się pod dachem przed nieustannym deszczem, widz odnosi wrażenie, że wciąż stoją w jego strugach.
Ogień w palenisku nie huczy, a ledwie się tli. Na próżno szukać tu dekoracji - kamera zatrzymuje się na durowych detalach: fakturze drewna, kurzu unoszącym się w powietrzu, strukturze kamienia. To wnętrze wydaje się być przedłużeniem charakteru Heathcliffa - dzikim, nieokiełznanym, intensywnym i jakby nie do końca "ludzkim".
Choć druga posiadłość, Thrushcross Grange, oddalona jest od Wzgórz o zaledwie kilka mil, stanowi do nich radykalny kontrast. Nawet pogoda zdaje się sprzyjać panu Lintonowi - tu dominuje ciepłe światło, symetria i wizualna miękkość. Ściany mają odcień złamanej bieli, delikatnych różów i kremów poprzetykanych w wielu miejscach intensywną czerwienią.
Tkaniny są lekkie, jedwabne, a porcelana lśni subtelnie na idealnie nakrytych stołach. Wszystko wydaje się absurdalnie wręcz idealne... Jednak pod tą pozorną harmonią kryje się duszność - ta przestrzeń jest słodko piękna, lecz równie surowo ograniczająca co Wzgórza. Kadry są symetryczne, kompozycje niemal malarskie, a światło rozproszone - to dom cywilizacji i konwenansu, w którym emocje muszą zostać wygładzone tak samo jak kapryśna fałdka na obrusie. Thrushcross Grange reprezentuje elegancki świat, do którego Cathy zawsze aspirowała... A kiedy już się w nim znalazła, okazał się dla niej więzieniem.
W ten sposób jeden dom pulsuje chaosem natury, drugi tkwi w sztywnym gorsecie społecznego porządku. Z jednej strony - organika i cień, z drugiej symetria i światło. Oko kamery świadomie podkreśla różnice w fakturach, dzięki czemu widz doświadcza tych wnętrz tak mocno, jakby w nich był. Design staje się narracją o tym, że przestrzeń może kształtować (i oddawać) tożsamość swoich gospodarzy równie silnie jak relacje między nimi.
Choć w scenografii i oświetleniu planu "Wichrowych Wzgórz" jest wiele akcentów, które zasługują na uwagę, jeden z nich zdecydowanie przoduje w awangardzie. Chodzi mianowicie o słynny "skin room" - tak zwany skórzany pokój, sypialnia Catherine w Thrushcross Grange. Jej przypominające skórę ściany to nie sprytne CGI, a sceniczny, niemal teatralny projekt. Zespół produkcyjny zeskanował w wysokiej rozdzielczości fragmenty skóry wcielającej się w rolę głównej bohaterki Margot Robbie.
Następnie wydrukowano je, umieszczono na elastycznej tkaninie i pokryto cienką warstwą lateksu, co nadało im fakturę przypominającą prawdziwą ludzką skórę. Tak przygotowanymi panelami panelami pokryto ściany i podłogę, a na niektórych ujęciach widoczne są detale jak włosy, żyły, piegi lub pieprzyki. W ten sposób sypialnia staje się dosłownie częścią ciała Cathy, razem z nią płacząc, pocąc się i krwawiąc, a w widzu wywołując niepokój.
Skąd ten pomysł? Część internautów spekuluje, że w XIX-wiecznej Anglii pewne małe, zamknięte wnęki z łóżkiem bywały nazywane w żargonie folkowym "skin rooms" i właśnie w takim miała w swojej rodzinnej posiadłości spać Cathy w książce i wcześniejszych adaptacjach.
Koniec końców wnętrze dosłownie stapia się z chwiejną bohaterką, a scenografia wywołuje niemniej emocji niż gra aktorów - bo przekracza granicę między estetyką a fizycznym dyskomfortem.