Kolory i wzory porcelany, którą zobaczymy na ekranie oglądając "Bridgertonów" pełnią tę samą funkcję, co stroje - zdradzają znacznie więcej, niż bohaterowie chcieliby ujawnić. W domu tytułowego rodu dominować będzie jasna, klasyczna elegancja w błękicie i bieli, ubogacona jedynie o dyskretne złote akcenty. Powściągliwa, pełna klasy Lady Violet miała niezwykle spójny i wysmakowany gust - jej wybór padał zawsze na to, co stonowane. Jedyna ekstrawagancja, na jaką by sobie pozwoliła to (najwyżej!) delikatne botaniczne ornamenty - bo dla niej i jej świętej pamięci męża ogród był swego czasu bardzo ważny. Co ta estetyka mówi o niej i innych domownikach? Przede wszystkim podkreśla harmonię i wzajemny szacunek, w którym żyje ta rodzina, a także ich poważne podejście do tradycji. Używana przez Anthony’ego, Eloise i Benedykta porcelana jest tutaj jedynie przytulnym tłem dla rozmów, które nie będzie odciągało uwagi od towarzystwa. Ktokolwiek odwiedziłby ich Aubrey Hall nie wszedłby stamtąd ani głodny, ani spragniony, ani smutny czy niewysłuchany - a trudno o piękniejszą cechę Domu przez duże "D".
Choć ród ten nie należał w serialu do wyjątkowo lubianych, Lady Portia z pewnością odnalazłaby się znakomicie w dzisiejszych czasach. Jej zamiłowanie do jasnych, żywych i soczystych kolorów skutkowałoby powstaniem najbardziej niezwykłego eklektycznego wnętrza, jakie widział ten świat. Co więcej - styl ten z pewnością przeniósłby się i na jej stół. To tam znalazłyby się odważne talerze w kształcie wielkich kwiatów i wielopiętrowe patery w szalonych kolorach. Głowa rodziny Featheringtonów nie bałaby się sięgnąć po to, co oryginalne - nigdy nie brakowało jej odwagi, a swój gust i estetyczną intuicję stawiała zawsze na pierwszym miejscu. Choć, być może, przy zastawie w kształcie liści czy salaterce udającej szklaną różę przytłoczona Lady Whistledown zgłosiłaby już swój stanowczy sprzeciw. W następnym odcinku kroniki towarzyskiej z pewnością ukazałby się spory akapit o tym, że "co za dużo to niezdrowo" - ale Portia nic by sobie z tego nie robiła. To urodzona maksymalistka, a dla nich nie ma czegoś takiego jak "za dużo" - o przesadzie nie może być mowy.
Co pojawiłoby się na stole królowej? To największa tajemnica - Charlotta przecież daleko za sobą ma czasy, w których musiała komukolwiek cokolwiek udowadniać. To, po co by sięgała, byłoby zupełnie nieprzewidywalne - tym bardziej, że jej nastroje ulegały niezwykle częstym i gwałtownym wahaniom. Jedno jest pewne - na dworze panowałby luksus najwyższej próby, a zastawa byłaby z pewnością ręcznie malowana i misternie zdobiona. Nie zabrakłoby na pewno dzbanuszka na śmietankę i pięknej cukiernicy, których zawartość osładzałaby kapryśnej monarchini kawę - i życie. Kolory i materiały? Królewskie oczywiście - głębokie fiolety, złoto, kryształy mieniące się w świetle świec jak klejnoty. W rękach Charlotty filiżanka staje się czymś więcej niż tylko naczyniem - to dosłownie insygnium władzy w świecie, w którym dosłownie jedno krzywe spojrzenie królowej potrafi zadecydować o czyjejś przyszłości.