W okresie PRL-u zajmowanie się designem nie było łatwą sztuką. Projektanci z jednej strony chcieli dać się porwać się szałowi twórczemu, ale z drugiej - wciąż balansowali na bardzo cienkiej linii rozpiętej pomiędzy niewielką dostępnością materiałów a funkcjonalnością tworzonych przedmiotów. Mimo tych trudności (a może dzięki nim?) wiele osób ocenia ten okres polskiego wzornictwa jako prawdziwie "złoty", a w niejednym polskim domu pojawiają się po długiej przerwie ikony sprzed lat. Szczególną popularnością cieszy się retro szkło - to ono znika z wszelkich targów staroci jako pierwsze. Ale dlaczego?
Odpowiedź na to pytanie nie jest taka oczywista - na fenomen składa się miks kilku czynników. Zacznijmy od tego, że w okresie PRL-u design szkła był stosunkowo prosty i bardzo funkcjonalny. Z jednej strony reglamentacja dóbr wymuszała pewien minimalizm, z drugiej - projektanci wspinali się na absolutne wyżyny kreatywności, by wyjść temu naprzeciw. Korzystali oni z tak unikalnych technik wytwarzania i przetwarzania szkła, że owoce ich pracy naprawdę przyciągały wzrok.
To właśnie wtedy swój renesans przeżyło szkło ręcznie dmuchane - dzięki niemu projektanci mogli tworzyć nieoczywiste formy geometryczne i organiczne. To doprowadza nas do ważnej zmiennej, która przyciąga oko współczesnego fana designu - w czasach, gdy wszystko jest kopiowane i jednorazowe, szkło z PRL-u ma duszę. Każdy egzemplarz jest inny - jeden ma bąbelek powietrza, inny falę albo drobną asymetrię. To coś, czego brakuje w idealnie gładkich, masowo produkowanych szklankach ze współczesnych sieciówek - prawdziwy kawałek realnej historii, coś twórczego, a nie odtwórczego.
Idzie też za tym pewna dobrze znana w psychologii marketingu zasada - niedostępności. Szkło artystyczne było wówczas dosyć drogie, przez co tego typu produkty były raczej domeną elit, a nie przeciętnych obywateli PRL-u - tym bardziej chcemy je mieć u siebie dzisiaj. Dzieła takich projektantów jak Zbigniew Horbowy i Eryka Trzewik-Drost do dziś emanują urokiem vintage i świetnie grają we współczesnych wnętrzach (i to nie tylko tych eklektycznych).
Klasyczne, lecz wciąż efektowne patery, wazoniki, popielniczki i karafki miały za to zaspokajać nie tylko funkcje dekoracyjne, lecz także funkcjonalne. Można było je znaleźć właściwie w każdym domu. Właśnie dlatego w wielu osobach wzbudzają silną nostalgię, kojarzą im się z powrotem do "kraju lat dziecinnych". Szklanki z koszyczkiem z babcinego kredensu, wazonik ze stołu komunijnego, popielniczka z barku rodziców... Te kształty przenoszą znacznie więcej niż tylko pomysł projektanta - w ich formie zaklęte zostało pełne emocji wspomnienie, wrażenie, którego nie da się kupić w sklepie.
Lubię, kiedy to, co zapraszam do swojego domu, ma już swoją duszę, swoją historię. To, że coś nie jest nowe, to dla mnie wartość dodana - mówi Milena, którą spotykamy na lubelskim Targu Staroci. Jest tu stałą bywalczynią. - Zawsze szukam unikatowych perełek. To naprawdę mało prawdopodobne, żebym w jakimkolwiek innym domu zobaczyła coś, co mam u siebie. Dla kogoś moje mieszkanie może wyglądać jak muzeum albo sklep z antykami, ale ja świetnie się czuję w takim otoczeniu.
Co najszybciej znika ze stolików handlarzy? Ludzie sięgają często po wyżej wspomniane szklanki z koszyczkiem - te klasyczne, dobrze znane wszystkim prawdziwe ikony wzornictwa PRL-u. Powodzeniem cieszą się także patery w kształcie ryby z przezroczystego lub kolorowego szkła, które część z nas może pamiętać np. ze stołu wigilijnego - wyrabiała je Huta Ząbkowice. Dobrze schodzą też karafki z grubego, rżniętego kryształu - w różnych kształtach i rozmiarach, często z delikatnymi rzeźbieniami i szlifowaniami.
Podoba mi się pomysł wykorzystywania retro produktów na zupełnie inne sposoby niż te przewidziane przez projektanta. Weźmy sobie chociażby te słynne kryształowe popielnice - kiedyś obecne w każdym mieszkaniu, dziś mało kto pali w pomieszczeniach - a na wszelkich targach staroci nadal ich pełno. Dziś mogą posłużyć za paterę na biżuterię, pojemniki na resztę w sklepach albo podstawki pod świeczki i kadzidła
- mówi Karol Misztal, założyciel specjalizującej się w antykach-perełkach platformy Yestersen.