Polski modernizm obfitował w wybitne umysły, których projekty zostały z nami do dziś. Jednym z nich bez wątpienia była architektka i urbanistka Barbara Brukalska, profesorka Politechniki Warszawskiej. Wraz z mężem, Stanisławem tworzyła najsłynniejsze osiedla (m. in. WSM na Żoliborzu), a jej znakomite pomysły i sprytne realizacje przyniosły jej miano prekursorki nowoczesnej architektury mieszkaniowej. Jako jedna z pierwszych Polek w tej branży miała nie lada grubości szklany sufit do przebicia, poradziła sobie z nim jednak wyjątkowo skutecznie.
Należała do środowiska awangardy lat 20. i 30., a wśród jej inspiracji przodował Bauhaus [uczelnia artystyczno-rzemieślnicza stawiająca na przywracanie świetności tradycyjnym rzemiosłom, takim jak tkactwo, ceramika czy stolarka, przyp red.], a także Le Corbusierem [francuski architekt, urbanista, malarz i rzeźbiarz, czołowy przedstawiciel modernistycznego stylu międzynarodowego, przyp. red.] i wszelkimi naonczas nowoczesnymi koncepcjami podejść do projektowania codziennej przestrzeni mieszkalnej.
Przed II wojną światową architekci zaczęli intensywnie zastanawiać się, jak zracjonalizować życie codzienne w miastach. W tradycyjnych mieszkaniach kuchnie były osobnymi, często dużymi pomieszczeniami, a to zabierało sporo miejsca. Na dobry pomysł wpadła, projektując mieszkania dla osiedla WSM na Żoliborzu, Brukalska. W pokojach dziennych stworzyła wnękę z podstawowym wyposażeniem (dzisiejszym aneksem) - w ten sposób kuchnia stawała się jedynie minimalistycznym, funkcjonalnym kącikiem blisko stołu. Nie chodziło tylko o oszczędność przestrzeni, ale i o ułatwienie życia kobietom, które w tamtym czasie zwykle prowadziły dom. Urbanistka dała im szansę na skrócenie czasu i zmniejszenie wysiłku związanego z gotowaniem i obsługą mieszkania - tym samym integrowała rodzinę i zmieniała "gosposię" w "gospodynię".
Swój pomysł zaprezentowała w 1929 roku na łamach pierwszego numeru czasopisma "Dom, Osiedle, Mieszkanie". Tak pisała:
Gdy kuchnie były duszne, ciemne, zamieszkałe przez karaluchy i nie zawsze schludne służące, domownikom i gościom musiało wystarczyć zapewnienie gospodyni o jej wprost chorobliwym zamiłowaniu do czystości i okropnym wstręcie do najmniejszego robaczka. Stwórzmy więc takie warunki, żeby to chwalebne zamiłowanie znalazło właściwy sobie teren.
Staramy się, żeby mieszkania były możliwie tanie, dostępne dla rodzin robotniczych i urzędniczych, nie posiadających służącej. Izbą, gdzie koncentruje się życie tej rodziny, jest t. zw. kuchnia mieszkalna dość duża (około 24 m²). Mamy w niej jeden kąt zajęty przez stół, ławki i krzesła - to pokój stołowy, inny kąt, dający się zasłonić firanką - to sypialnia dla starszych dzieci, wreszcie wnękę kuchenną oświetloną i przewietrzaną własnem oknem, w czasie pracy i jedzenia otwartą na izbę, potem zasłonięta firanką.
Lokatorowi dajemy ją już z gotowym umeblowaniem, gdyż nikt nie zdołałby pomieścić na tej małej powierzchni swoich stołów i kredensów, często tak nieracjonalnie zaprojektowanych. (...) Przy dzisiejszej drożyźnie budowy okaże się oszczędniej zmniejszyć stosunkowo kubaturę mieszkania, a za to dać maximum mebli wprojektowanych w dane mieszkanie i odpowiadających swemu celowi.
Pomysł Brukalskiej to znakomity przykład szerszego ruchu modernistycznego stawiającego na bezlitosny funkcjonalizm i oszczędne gospodarowanie przestrzenią.
Pozatem staramy się unikać zacisznych kącików, miejsc wykorzystywanych na składanie nigdy nie mytych naczyń i brudnych ścierek. Jeżeli ma być nieporządek, niech będzie przynajmniej widoczny.
Jak przyznała sama urbanistka, przy projektowaniu kuchni posiłkowała się ona wraz z mężem wzorami amerykańskimi i niemieckimi - a zwłaszcza doświadczeniami słynnej architektki Bauhausu Margarete Schütte-Lichotzky. I Polka, i Niemka miały podobne przemyślenia, jednak doprowadziły je one do zupełnie odwrotnych wniosków. Schütte-Lichotzky wymyśliła bowiem tak zwaną „kuchnię frankfurcką". Zastosowana została ona na masową skalę w budownictwie mieszkaniowym we Frankfurcie jako mieszkania dla klasy robotniczej. Główną jej ideą było potraktowanie kuchni jako laboratorium gospodyni, które oferuje całkowicie zracjonalizowaną przestrzeń pracy. Mieścić się miała ona w bardzo małym, zamkniętym pomieszczeniu (ok. 6–7 m²) i działać jak dosłownie jak linia produkcyjna w fabryce. Chodziło o skrócenie kroków i czasu spędzanego na gotowaniu. Brukalska z kolei przełamywała rolę kobiety jako "służącej we własnym domu" - różnice między koncepcjami widać na pierwszy rzut oka
Idea Polki spotkała się z dużym zainteresowaniem w Europie - aneksy kuchenne pojawiały się w mieszkaniach spółdzielczych i blokach już od wczesnych lat 30. Po drugiej wojnie światowej koncepcja rozprzestrzeniła się na cały świat - zwłaszcza gdy w latach 50. i 60. zaczęto masowo budować mieszkania o niewielkim metrażu. W latach 80. i 90. zaś aneks kuchenny przeżył drugą młodość, gdy stała się modą i standardem w krajach Zachodu. Dziś zaś jest już globalnym rozwiązaniem w projektowaniu małych mieszkań i apartamentów - a wszystko to dzięki sprytnemu pomysłowi Polki.