Choć ten nurt w designie i stylu życia odwołuje się do znacznie dawniejszych czasów, jego największa popularność rozpoczęła się w czasie lockdownów. Wielu ludzi utknęło wtedy w domach i zatęskniło za naturą - sadem, lasem, własnym kawałkiem ogródka. Gdy świat zamknął nas w czterech ścianach, natychmiast obudziła się nostalgia. To właśnie ona spowodowała, że na świat przyszło cottagecore - estetyka inspirowana sielskim życiem na wsi - trochę jak z bajki albo dziewiętnastowiecznych angielskich powieści.
Styl, który łączy romantyzm, naturę i prostotę, zapewnił drogę ucieczki od zawrotnego tempa życia współczesnego świata w stronę spokoju, autentyczności i przytulności. Rok 2020 pokazał nam bowiem dobitnie, że można się zatrzymać, że jest to możliwe. Właśnie dlatego cottagecore uważa się nie tylko za styl urządzania wnętrz, ale wręcz filozofię życiową opartą na celebracji małych rzeczy: pieczenia chleba, chodzenia boso po trawie, picia herbaty z porcelanowej filiżanki i otaczania się naturalnym pięknem. Otoczenie ma tylko nam ów zachwyt ułatwiać, pozwalać gromadzić wokół siebie ciepły kokon przyjemnego dla oka - i dłoni - designu.
Styl ten podłapały bardzo szybko social media - bo to właśnie tam w czasie lockdownów toczyło się życie. Cottagecore stał się totalnym viralem, a rolki pełne kwiecistych sukienek, wiklinowych koszyków i klasycznych, porcelanowych filiżanek przyciągały wzrok swoją ciepłą, nostalgiczną aurą. Świetnie skleiły się z mocno już zaznaczonymi wówczas ruchami proekologicznymi oraz filozofią powolnego delektowania się życiem - slow life. Wyrazem tego wyżej wspomnianego zachwytu nad rzeczywistością dookoła okazał się powrót do rzemiosła i ozdób handmade - robienia na drutach czy szydełkowania, rzeźbienia w drewnie czy przygotowywania posiłków z własnoręcznie wyhodowanych zbiorów.
Nieodłącznym elementem cottagecore jest więc kontakt z naturą - ale nie dziką i nieokiełznaną, która otacza odizolowaną, kamienną chatę w górach, a raczej taką w postaci schludnego ogródka, porośniętej bluszczem ceglanej posiadłości ze stodołą, kurnikiem i grządkami. Największą inspiracją stały się tutaj prowincjonalne siedliska z Anglii i Francji - bardziej rustykalne niż wiejskie.
Cottagecore ma bowiem w sobie coś z glamour - naturalna prostota przełamana jest tutaj potrzebą spersonalizowania w domu właściwie wszystkiego, aż po najmniejszy detal (np. przyprawy w słoiczkach z ręcznie wykaligrafowaną etykietką).
Nic więc dziwnego, że designerskimi ikonami tego stylu stały się raczej wysokobudżetowe produkty: angielskie porcelanowe filiżanki z różami (Royal Albert, Wedgwood czy Emma Bridgewater), meble vintage z egzotycznego drewna, wiklinowe, ręcznie wyplatane fotele czy żeliwne i kamionkowe naczynia kuchenne. Choć cottagecore wydaje się dość spontaniczny i naturalny, ma on w sobie sporo prestiżu, a niewiele przypadkowości - zupełnie skądinąd niedozwolonej we wnętrzach z taką ilością bibelotów.
Od kiedy wbił się on do głównego nurtu - mainstreamu świata designu, popularność tego stylu z roku na rok tylko wzrasta. Do mody wkradł się w postaci pastelowych kolorów i koronek, delikatnych gawroszek i kapeluszy, zwiewnych długich sukienek w kwiaty, uroczych, lnianych fartuszków czy wiklinowych koszyków noszonych jak torebka. W filmach i serialach (szczególnie tych historycznych) estetyka ta króluje we wnętrzach - możemy zobaczyć ją m. in. w "Call me by your name", "Annie with an E", "Małych kobietkach" czy różnych ekranizacjach "Dumy i uprzedzenia", a także w licznych produkcjach Studia Ghibli.
To właśnie z nich fani i fanki cottagecore czerpią największą inspirację - jako niedościgniony ideał obrały sobie posiadłość Rosehill, w której w filmie "Holiday" zamieszkiwała bohaterka grana przez Kate Winslet (i która, nota bene, nie istnieje - została zbudowana w całości jako scenografia do filmu).
To idealny przykład takiego stylu - Rosehill pełne jest naturalnych materiałów (drewna, lnu, wełny, kamienia), a jego wystrój opiera się na neutralnej, stonowanej palecie. Wszystkie meble są vintage, łóżko i fotele zaś - z żelaznym okuciem. Rośliny na parapecie, kuchnia z drewnianym kredensem i glinianymi naczyniami, suszone zioła... Same chętnie zatrzymałybyśmy się tam na dłużej.
Cottagecore pokochali także celebryci i influencerzy - najjaśniej świecącą gwiazdą na tym firmamencie jest obecnie Pamela Anderson, która ostatnimi czasy zaliczyła w swojej karierze ogromny zwrot właśnie w kierunku powolnego życia i spokoju natury. Owa przemiana - "pamissance", jak nazywają ją fani, objęła wyraźną metamorfozę wizerunkową.
Aktorka stała się ikoną naturalności i dojrzewania na własnych zasadach, a życie spędza obecnie w ukochanym ogrodzie nazwanym biblijnie "Edenem Pameli". Chętnie pokazuje się po łokcie w ziemi, wśród ukochanych róż, bez makijażu, promieniejącą wewnętrznym spokojem. Jej dzisiejsza obecność w mediach to manifest naturalności i harmonii - podobnie jak jej otoczenie.
Pamela po latach powróciła do rodzinnej posiadłości na Vancouver Island otoczonej okazałym ogrodem o powierzchni niecałych trzech hektarów. Część plonów z tego "Edenu" trafia do lokalnych banków żywności, kuchni dla potrzebujących i sąsiadów. Na zdjęciach promujących jedną z jej charytatywnych inicjatyw widzimy wnętrze jej domu - pełne kolorów, kwiatów, ciepła i przytulności. Wolne chwile spędza czytając książki na drewnianej huśtawce zawieszonej na drzewie nieopodal - i o takich właśnie chwilach jest cottagecore. Jak go nie kochać?