35 m kw. mały metraż, dużo pomysłów

Surowe materiały, biel i czerń oraz szczypta skandynawskiego designu. Oto przepis, jak z ciemnego małego mieszkania zrobić jasne i całkiem przestronne.

Kasia i Marek długo się wahali, jak urządzić mieszkanie na warszawskiej Saskiej Kępie. Raz myśleli o stylu lat sześćdziesiątych (wtedy powstała kamienica), raz o minimalizmie, a potem dochodzili do wniosku, że woleliby jednak coś przytulniejszego. Pełni rozterek postanowili oddać mieszkanie w ręce projektantek Ewy Sołomin i Joanny Alexandrowicz - niech one zadecydują.

Cegła na ścianie

Ze wszystkich materiałów wykończeniowych projektantki najbardziej lubią CEGŁĘ. Kiedy wytropiły ją pod warstwą tynku, poczuły się w swoim żywiole - odkryły ją na całej ścianie i pomalowały na biało (efekt tak się spodobał gospodarzom, że zapałali do cegły równie wielką miłością...). Potem poszły za ciosem i odsłoniły jeszcze strop. Zrobiło się loftowo; surowość wystroju pogłębił czarny kolor na drugiej ścianie. Położyły więc na podłodze deski i pokryły je białą farbą, dzięki czemu całość nabrała nieco skandynawskiego charakteru. Nawiązały też do lat sześćdziesiątych, wstawiając stoliki z typowymi dla ówczesnego wzornictwa nóżkami, proste lampy i charakterystyczne lustro w łazience.

Małe, ale przestronne wnętrza

Mieszkanie wygląda na znacznie większe, niż jest w rzeczywistości. - Zrezygnowałyśmy z górnych szafek w kuchni, bo zwykle przytłaczają wnętrze, a na ich miejscu zawiesiłyśmy lustro; siedząc na kanapie, można oglądać odbijającą się w nim ulicę. Wyburzyłyśmy też część ściany dzielącej przedpokój od pokoju dziennego. A szafie zamiast masywnych drzwi dałyśmy kotarę - tłumaczy Ewa. Efekt? Jest lekko, jasno i naprawdę przestronnie.

Więcej o: